Pracuje w Zakładzie Historii Średniowiecznej na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego, prodziekan ds. studenckich. Zainteresowania badawcze: historia społeczna wczesnego średniowiecza, historia rodziny, narzędzia cyfrowe w warsztacie mediewisty, problemy dydaktyki akademickiej.
Bartnik w dawnej Polsce pozornie nie miał trudnej pracy (choć bywała bolesna). Mógł dziać barcie, czyli wyrąbywać je w drzewach, ale niekoniecznie – korzystano też z naturalnych dziupli. Pszczoły same się w nich osiedlały. Nie dokarmiał pszczół, bo nie było czym. Doglądać na bieżąco też nie doglądał. – W zasadzie to bywał w niej dwa razy do roku: na wiosnę i gdzieś tam już w momencie, kiedy miód się podbiera – opowiada prof. Aneta Pieniądz z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Ale sytuacja nie była taka prosta, jak się wydaje. W odcinku rozmawiamy o miodzie i historii bartnictwa.

Najstarsze ślady bartnictwa na terenie współczesnej Polski pochodzą z przełomu VII i VIII wieku. Od XV wieku funkcjonowały wspólnoty bartne, które regulowały, kto mógł pozyskiwać miód, gdzie i w jaki sposób. Wspólnoty miały swoje sądy bartne do rozstrzygania sporów oraz wójtów lub sędziów bartnych. Prof. Pieniądz bada właśnie obszerną „Księgę sądów bartniczych starostwa leżajskiego”, z której wyłania się ciekawy status społeczności bartniczej. – To jest specyfika tej grupy zawodowej, że ona przekracza granice stanowe – opowiada. Bartnictwem zajmowali się i chłopi, i mieszczanie, i nawet drobna szlachta. Prawo do użytkowania barci było dziedziczne, a bartnicy mieli prawo zakładać barcie również na terenie dóbr szlacheckich. W księgach bartniczych zachowały się liczne spory o egzekwowanie praw. Nie ma w nich jednak samych owadów. – Ja pszczół prawie nie mam w swoich źródłach – podkreśla prof. Pieniądz. Trudno powiedzieć, co o pszczołach myśleli sami bartnicy, bo nie zachowały się źródła pisane przez nich. Wiemy jednak, że ogólne podejście do pszczół było pozytywne. Wierzono na przykład, że rozmnażają się przez dzieworództwo i upatrywano w tym podobieństwa do Maryi Dziewicy.

Bartnik musiał więc przemieszczać się po dużym terenie. Żeby wyciąć z barci plaster miodu, musiał się wspiąć na drzewo i uchronić przed użądleniami. A pszczoły były prawdopodobnie bardziej agresywne niż dziś. Najbardziej ceniony był miód najczystszy, który sam wyciekał z plastra. Nie gardzono też miodem z wyciśniętych plastrów, gdzie jednak sporo było już zanieczyszczeń i resztek wosku.
Z odcinka dowiecie się też, dlaczego dzisiejsi pszczelarze nie dorobią się miodu takiego jak średniowieczny, nawet jeśli wyniosą pasiekę do lasu, i dlaczego kobiety miały ogromne znaczenie w bartnictwie, chociaż same nie mogły się nim zajmować.

Pracuje w Zakładzie Historii Średniowiecznej na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego, prodziekan ds. studenckich. Zainteresowania badawcze: historia społeczna wczesnego średniowiecza, historia rodziny, narzędzia cyfrowe w warsztacie mediewisty, problemy dydaktyki akademickiej.