Otwórz schowek Brak ulubionych odcinków
Księżyc planety Ziemia – jak powstał, z czego się składa i kto ma na niego chrapkę | dr Anna Łosiak

Księżyc planety Ziemia – jak powstał, z czego się składa i kto ma na niego chrapkę | dr Anna Łosiak

Pobierz Dodaj do ulubionych

Udostępnij odcinek

Pobierz Dodaj do ulubionych

Udostępnij odcinek

Dodaj do ulubionych
Pobierz odcinek

Udostępnij odcinek

Zobacz notatnik z odcinka
dr Anna Łosiak

dr Anna Łosiak

Geolożka planetarna, zajmuje się badaniem małych kraterów uderzeniowych na Ziemi i procesów kształtujących powierzchnię Marsa. Pracuje w Instytucie Nauk Geologicznych PAN. Absolwentka UW i Michigan State University, doktoryzowała się na Universität Wien, pracowała na Exeter University w UK. Otrzymała granty: Fulbrighta, NCN, Fundacji Nauki Polskiej, Europlanet oraz Marie Skłodowska-Curie Individual Fellowship. Pracowała nad projektami kilku misji kosmicznych. Zapalona popularyzatorka nauki. Zaangażowana w ideę powstania Centrum Nauki Impakt Morasko.

Wiecie, że jasne plamy na Księżycu do wyżyny, najstarsza część Srebrnego Globu? Składają się z anortozytu i uważa się, że są pozostałością po pierwotnej skorupie Księżyca. Ciemniejsze plamy to wielkie kratery wypełnione o wiele młodszymi skałami bazaltowymi, są pozostałością po uderzeniach innych ciał kosmicznych. Co ciekawe, po niewidocznej stronie Księżyca ciemnych, bazaltowych plam jest bardzo mało. A niewidoczna jest dlatego, że Księżyc obraca się w taki sposób, że zawsze zwrócony jest „plamistą” stroną ku Ziemi (ale to nie znaczy, że jest wiecznie „ciemna”, jak się czasem o niej mówi).

Księżyc jest głównym bohaterem odcinka nr 294!

Szczególnie interesujemy się biegunem południowym, bo na tym właśnie obszarze koncentruje się aktualnie uwaga naukowców i światowych agencji kosmicznych. Noc na Księżycu trwa aż 14 dni, a na biegun przez cały czas pada światło słoneczne. – Możemy się tam ustawić w takim miejscu, żeby praktycznie przez cały czas na nas świeciło na tyle, żebyśmy mogli cały czas produkować energię elektryczną – mówi dr Anna Łosiak, geolożka planetarna z Instytutu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk.

O misjach na biegun południowy myśli teraz wiele różnych podmiotów, w tym Europejska Agencja Kosmiczna, która planuje wysłać tam w 2029 roku misję Máni. Jej zadaniem będzie dokładne zeskanowanie powierzchni, by móc się lepiej przygotować do planowanych późniejszych lotów załogowych (oby się ziściły!). Kratery na biegunach to trudna powierzchnia do wylądowania i do badania, ale to okolice lepsze, jeśli myśli się o dłuższej obecności na powierzchni naszego satelity. – Misje programu Apollo lądowały wyłącznie w bardzo płaskich, bardzo bezpiecznych kawałkach – opowiada dr Łosiak. A po co właściwie ludzkość chce się wybrać na Księżyc? – Jedynym zasobem, jaki może być ciekawy na razie, jest możliwość nauczenia się życia w kosmosie, obawiam się – mówi geolożka planetarna. Górnictwo na Księżycu to na razie pomysły bliższe literatury science fiction niż nauki.

W odcinku usłyszycie o tym, które państwa interesują się Księżycem i jak im idzie (klasycznie Chińczycy trzymają się mocno), dlaczego ogromnym problemem dla astronautów jest księżycowy regolit i dlaczego Houston to najgorsze możliwe miejsce do przechowywania księżycowych skał (a właśnie tam są przechowywane).

A tutaj jeszcze okazy, które dr Łosiak przyniosła do studia RN:

TRANSKRYPCJA

Karolina Głowacka: Dr Anna Łosiak odwiedziła studio Radia Naukowego. Dzień dobry.

Anna Łosiak: Dzień dobry.

K.G.: Znana doskonale wszystkim fanom kosmosu w Polsce popularyzatorka nauki, geolożka planetarna z Instytutu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk, również członkini Polskiego Towarzystwa Astrobiologicznego, a także (to wymieniam tylko jedne z licznych aktywności) jedna z inicjatorek planowanego Centrum Nauki Impakt…

A.Ł.: Impakt Morasko.

K.G.: Impakt Morasko, dziękuję, w pobliżu kraterów meteorytowych Morasko na granicy Poznania i gminy Suchy Las. Poznań i gminę Suchy Las serdecznie pozdrawiamy i kibicujemy, żeby właśnie kiedyś tam Centrum Nauki Impakt Morasko powstało jako obiekt fizyczny. Zapowiemy wam konkurs literacki, w którym będzie można wygrać co?

A.Ł.: Pozaziemską materię! Między innymi.

K.G.: Tadam, tadam! To na koniec tego odcinka i też będziemy kolportować sprawę w mediach społecznościowych Radia Naukowego. Ale skoro mówimy o kraterach, to jest dobry początek, żeby wejść w główny temat naszej dzisiejszej rozmowy: Księżyc. Powiedz mi, Ania, czemu ten Księżyc cały taki jest w kraterach, a Ziemia, no wiemy, że te kratery są, ale jednak nie jest to tak, że co się po prostu idziesz, to ten krater potykasz. A na Księżycu tak by to wyglądało. Co on taki zakraterowany cały?

A.Ł.: Biedny jest, taki niezrastający się z powrotem.

K.G.: W bliznach jest cały.

A.Ł.: Dokładnie tak, natomiast na Ziemi mamy dużo więcej aktywności, szczególnie powierzchniowej, i w związku z tym tych kraterów powstało co najmniej tyle samo na kilometr kwadratowy średni Ziemi co na Księżycu, więc gdyby nie nasza intensywna geologia, wyglądalibyśmy dokładnie tak samo. Natomiast ponieważ mamy całe mnóstwo erozji, całe mnóstwo szczególnie tektoniki płyt, która bardzo wydajnie usuwa ślady po zderzeniach. Mamy też atmosferę, w związku z którą tych najmniejszych kraterów, które powstają na powierzchni Księżyca, na Ziemi nie powstają, no bo ta materia jest powstrzymywana przed zderzeniem, czyli prędkość tych fragmencików jest zmniejszona na tyle, że nie powstają kratery uderzeniowe przy przechodzeniu przez atmosferę. No i do tego jeszcze trochę wody, która też szczególnie te mniejsze impaktory wyhamowuje, więc jest wiele powodów, ale częstotliwość uderzenia w Ziemię i w Księżyc jest taka sama z grubsza.

K.G.: Chociaż mamy też na Ziemi odłamki Księżyca, które do nas dotarły. Ty przyniosłaś tutaj do studia kawałek Księżyca, chociaż jak tak na niego patrzę, powiem ci zupełnie szczerze, na radionaukowe.pl wrzucamy zdjęcie tegoż właśnie fragmentu Księżyca, że wierzę ci na słowo, ale wygląda tak samo, nie chcę powiedzieć ordynarnie, tak samo zwyczajnie.

A.Ł.: Jak chondryty, ordynarne chondryty.

K.G.: Jakbyś tutaj wchodząc tutaj do budynku, wyciągnęła kamyczek i „powiem Karolinie, że to jest kawałek Księżyca, może się nabierze”.

A.Ł.: No, wygląda zupełnie tak jak lastryko. Absolutnie tak. I to dlatego, że i lastryko, i ten kamień z Księżyca, który przyniosłam do studia, to są brekcje. Brekcje to jest taki typ skały, która powstaje z pogruchotania na kawałki innych skał, a następnie sklejenia ich z powrotem na kawałki. Te, które widzisz tutaj, te białe fragmenty, które stanowią główną masę tego kamienia, to są anortozyty, czyli taka skała składająca się głównie z jednego minerału, który, jak popatrzy się na Księżyc, to te wszystkie… Tam są takie ciemniejsze i jaśniejsze kawałki, plamki. I te jaśniejsze stanowią większość i takie okrągławe, ciemniejsze plamki, to te jaśniejsze to są właśnie te anortozyty, które tutaj widzimy, które tworzą wyżyny na księżycu. Głównie z tej strony, która jest w naszą w stronę Ziemi skierowana, są głównie obecne na południowym, no trochę też północnym biegunie Księżyca. Więc jedno i drugie…

K.G.: A jak bym chciała, żebyś mi udowodniła, że to jest kawałek Księżyca, to jak byś to zrobiła?

A.Ł.: Bardzo prosto. Trzeba by wziąć, ścisnąć tą skałę bardzo mocno, raczej nie ręką, albo ją podgrzać bardzo mocno. I ta skała, którą tutaj widać, nie ma w sobie prawie w ogóle, no praktycznie nie ma w sobie wody. Skały, które mamy na Ziemi, nawet te, które nie wyglądają, takie normalne, gdzieś z ogródka, które sobie wyciągniecie, mają co najmniej kilka, średnio co najmniej kilka procent wody, niektóre nawet więcej.

K.G.: A nie wyglądają!

A.Ł.: A nie wyglądają, ale to dlatego, że ta woda nie jest w formie takiego czegoś, co moglibyśmy wypić tak od razu, tylko jest zamknięta w sieci krystalicznej minerałów, z których te skały powstały. Ale wystarczy je podgrzać albo ścisnąć, a najlepiej ścisnąć i podgrzać, i można tę wodę całkiem łatwo z tego wyciągnąć. Natomiast skały, które są z Księżyca, są absolutnie suche. Niektóre z tych skał, większość z tych skał jest bardzo podobna do niektórych skał, które możemy znaleźć na Ziemi. Co prawda na Ziemi jest znacznie, znacznie, znacznie więcej rodzajów różnych skał, minerałów. Między innymi ze względu na obecność wody. Woda bardzo wzmacnia kreatywność geologiczną, bym powiedziała. Skały na Księżycu są dużo mniej zróżnicowane, dużo mniej skomplikowane i właśnie bardzo suche. Ale zasadniczo nie są bardzo różne. Na pierwszy rzut oka to akurat jest brekcja, więc można by to może pomylić właśnie z takim sobie lastrykiem. Ale jeżeli mielibyśmy kawałek skały z Księżyca, który został przywieziony przez misję Apollo z jednego z miejsc lądowań na morzach księżycowych, czyli tych dużych, ciemnych plackach, które widać nawet gołym okiem, które są takimi rozległymi, wulkanicznymi nizinami, no to na pierwszy rzut oka, nawet jak ktoś jest najlepiej wyszkolonym geologiem planetarnym, specjalizującym się w tychże skałach, to są takie kawałki bazaltu z Ziemi, których nie można byłoby na pierwszy rzut oka rozróżnić. Ale już jeżeli byśmy zrobili coś absolutnie podstawowego dla geologii, to znaczy zrobili płytkę cienką z tych skał i obejrzeli je pod mikroskopem, nawet takim bardzo prostym, XIX-wiecznym, to już różnice są duże i wynikają właśnie z tego braku wody. Jeżeli chcielibyśmy być w 100% pewni, no to musimy wtedy wsadzić już w dużo droższe maszyny i zmierzyć geochemię tych skał po to, żeby mieć pewność, że rzeczywiście są z Księżyca.

K.G.: Jeśli ciekawi was temat meteorytów i jak to się w ogóle dzieje, że docierają do nas fragmenty Księżyca, a nawet Marsa, to możecie sobie posłuchać odcinka z profesorem Szymonem Kozłowskim, naczelnym polskim meteorytologiem. Gorąco polecamy. Szymon jest astronomem i właśnie ogromnym fanem meteorytów, odcinek na ten temat duży mieliśmy. Ania, czy to jest prawda, że bez Księżyca w ogóle trudno byłoby o życie na Ziemi?

A.Ł.: Nie wiemy do końca. To jest bardzo podchwytliwe pytanie, dlatego że trudno… Jesteśmy jedynym przypadkiem co do życia, o którym mamy pewność, więc podejrzewamy, że tak, ale nie mamy pewności.

K.G.: No to ułatwię ci: w tej formie, którą znamy. Czy właśnie wyewoluowałoby tak, jak znamy i tak dalej?

A.Ł.: Na pewno wyewoluowałoby inaczej, jeżeli w ogóle, bo zmieniłby się bardzo istotny parametr. Natomiast podejrzewamy, że jest spora szansa, żeby myśleć, że to nie przeszkadzałoby powstaniu życia jako takiego. Natomiast prawie na pewno nie byłoby możliwe życie nasze, to znaczy skomplikowanych, ale bardzo delikatnych stworzeń, wymagających bardzo stałych i przewidywalnych warunków środowiskowych. Dlatego że wiemy na pewno, że Księżyc bardzo stabilizuje orbitę Ziemi. Dzięki temu, że orbita Ziemi jest stabilna i że się nie buja w jedną i w drugą, jak robi to Mars na przykład, mamy bardzo taki stabilny klimat. W związku z czym na przykład na Marsie, który księżyca takiego dużego nie ma, ma takie dwa malutkie księżycyki, które w ogóle nie są… Nie warto o nich w ogóle mówić, bo to takie małe, że co tam. I w związku z tym ten biedny Mars po prostu cały czas się przechyla, tak się buja na swojej orbicie w dosyć chaotyczny sposób, w wyniku czego klimat, który tam występuje, zmienia się absolutnie ekstremalnie.

K.G.: Ale to mówisz, że on się buja, jeśli chodzi o ten kąt nachylenia do płaszczyzny obrotu, to co my znamy z Ziemi, że jest tak troszkę przechylona i przez to mamy noce polarne i dnie polarne, to wszystko…

A.Ł.: I pory roku, i inne takie.

K.G.: Ale mniej więcej stałe.

A.Ł.: Dokładnie tak. Jakby u nas też się buja, żeby nie było. Ale buja się w dużo, dużo mniejszym zakresie, kilka stopni w tę czy w tamtą, co nadal powoduje odczuwalne różnice. Natomiast na Marsie te wahania kąta nachylenia, to jest od niemal pionowego, niemal, nieidealnie pionowego do prawie bujającego się, jakby toczącego się po prostu po orbicie. Więc te różnice są gigantyczne i w związku z tym czasem…

K.G.: Żadnej turystyki nie dałoby się uprawiać! W ogóle nie byłoby żadnych stałych, względnie ciepłych krajów!

A.Ł.: Dokładnie tak. Na tym właśnie polega problem, że od czasu do czasu tymi najzimniejszymi… Znaczy obecnie w tym momencie ten kąt nachylenia Marsa i Ziemi są bardzo podobne do siebie, więc jak mamy na Ziemi, to jest i na Marsie, czyli na biegunach są najzimniejsze kawałki. Są te średnie szerokości geograficzne, w których znajduje się Polska, gdzie jest tak mniej więcej średnio. No i są te kawałki między, nazwijmy to, zwrotnikami i równikiem, gdzie jest najgoręcej i gdzie czasem bywa nawet koło 20 stopni na powierzchni Marsa. Ale od czasu do czasu te najzimniejsze kawałki na Marsie są w średnich szerokościach geograficznych i tam się robią nie takie czapy lodowe, tylko takie obwarzanki lodowe jakby. Powoduje to bardzo, bardzo intensywne zmiany i to zwykle wygląda w ten sposób, przynajmniej w niedalekiej przeszłości, którą jesteśmy w stanie wymodelować i mniej więcej zobaczyć w zapisie geologicznym, który jest dostępny. Wyłącznie patrząc na powierzchnię Czerwonej Planety jesteśmy w stanie powiedzieć, że te warunki, waha się, waha, waha, ale waha się w jakimś zakresie, który jest w miarę przewidywalny dla powiedzmy, jeżeli tam są jacyś Marsjanie. A potem nagle następuje po prostu przeskok na inny poziom równowagi. I nagle po prostu przeskakujemy w zupełnie inny taki system klimatyczny, to byłby…

K.G.: Dla rozwoju życia ciężka sprawa, taki brak stabilności.

A.Ł.: Znaczy, ja myślę, że dla tych mniej delikatnych organizmów, jak na przykład jakieś bakterie, archea i tak dalej, to nie jest aż taki problem, dlatego że jest ich aż tyle, że zawsze się gdzieś wcisną, zawsze się znajdzie jakiś tam wyjątkowo odporny przedstawiciel. Jest ich jakieś gazyliony, więc dadzą radę. Ale jak jesteśmy bardziej skomplikowanymi i jeszcze w dodatku większymi zwierzętami albo roślinami, których jest bardzo ograniczona liczba, to to jest bardzo duży problem, żeby się do tego przystosować. No bo wystarczy, że 98% osobników zginie, no i całe tutaj 4 miliardy lat ewolucji jak krew w piach po prostu. Więc jest to pewien problem. Można sobie o tym pomyśleć trochę tak jak w przypadku tego filmu, serialu „Problem trzech ciał”. Nie aż tak ekstremalnie, tam troszkę inaczej te gigantyczne zmiany klimatyczne były tłumaczone, ale idea jest podobna. Ponieważ mamy gigantyczne zmiany klimatyczne, jest to bardzo szkodliwe dla bardziej skomplikowanych organizmów.

K.G.: A nas stabilizuje Księżyc.

A.Ł.: A nas dokładnie stabilizuje Księżyc, dzięki czemu nie bujamy się aż tak bardzo i jesteśmy w stanie właśnie mieć w miarę przewidywalne warunki środowiskowe. Są też pewne badania, nie wszyscy się co do tego zgadzają, że w przeszłości obecność Księżyca spowodowała powstanie pola magnetycznego na Ziemi, a także (według jeszcze innych osób) obecność Księżyca powoduje to, że Ziemia jako jedyna z tych skalistych, małych dosyć planet naszego Układu Słonecznego ma pole magnetyczne i że jest to związane z Księżycem. Ale nie wiemy, czy to jest prawda. To jest jedna z hipotez.

K.G.: To ja tylko powiem, skąd mi się wzięło to pytanie, bo ono wzięło mi się właśnie stąd, że czytałam, że mogłoby tak być, iż podobnie jak Księżyc ma wpływ na siły pływowe związane z obecnością Księżyca, mają wpływ na przypływy i odpływy mórz i oceanów, to podobnie to może działać z tym, co dzieje się pod płaszczem Ziemi, że tam po prostu skorupa sobie… Nie skorupa, tylko płaszcz. Że zachodzą tam ruchy konwekcyjne, czyli tam góra-dół to zachodzi, i to w jakiś sposób właśnie pomaga generować pole magnetyczne, które jest superważne, bo jakbyśmy nie mieli pola magnetycznego, to znowu moglibyśmy skończyć jak Mars, że by nam po prostu wywiało atmosferę.

A.Ł.: Znaczy aż tak jak Mars byśmy nie skończyli, dlatego że jesteśmy sporo więksi, a więc wyglądałoby to inaczej, ale na pewno byłoby gorzej. Z polem magnetycznym jest zdecydowanie lepiej. Czy Księżyc jest powodem tego, że mamy pole magnetyczne? Nie wiemy tego. To jest jedna z hipotez. Tak naprawdę nie do końca rozumiemy, w jaki sposób pole magnetyczne na Ziemi działa, dlaczego w innych miejscach nie działa, czy na przykład na Księżycu kiedyś było pole magnetyczne, czy nie było, jeżeli było, to jak silne, jeżeli było, to czym wywoływane, czy było podobnym dipolem jak na Ziemi, gdzie mamy ten północny i południowy biegun magnetyczny, czy raczej było takie intensywne, ale bardzo krótko żyjące, wywołane zderzeniami z planetoidami dużymi. Jest dużo różnych możliwości i po prostu nie wiemy na razie. To są hipotezy, które zostały zaproponowane, które mają jakieś powody do tego, żeby myśleć, że rzeczywiście tak to działa. Są też powody, żeby myśleć, że działa inaczej. Dopóki nie wylądujemy na Księżycu, nie będziemy mieli więcej…

K.G.: Ponownie.

A.Ł.: Tak, ponownie! Nie będziemy mieli więcej… Słusznie, tak. Ponownie! Mamy kawałki z Księżyca, tak. Dotykałam ich swoimi ręcami. Tych przywiezionych również.

K.G.: Tak ci powiedzieli tylko.

A.Ł.: Tak, tak.

K.G.: Ale wiesz co, jak oglądałam ostatnio te materiały z lądowania na Księżycu, co tak sobie patrzę, myślę, że to faktycznie tak…

A.Ł.: No w studiu, w studiu. No jak nic, jak nic. Powiem ci tak…

K.G.: Żarty, żeby nie było, ale to wygląda no tak jakby średnio wiarygodnie.

A.Ł.: Samo zrobienie, nakręcenie tego… Znaczy ja się nie znam na kręceniu filmów. Może by się dało, może by się nie dało. Ja się nie znam.

K.G.: Ja to myślę, że luzik.

A.Ł.: Podrobienie skał, na których ja się znam, to jest coś, na co NASA nie byłoby stać, powiem tak. To są… I niektórych rzeczy po prostu nie dałoby się zrobić.

K.G.: Czyli Anna Łosiak własną krwią podpisałaby się pod dokumentem „tak, lądowaliśmy na Księżycu”.

A.Ł.: Tak.

K.G.: Dobra, to moim zdaniem sprawa jest rozstrzygnięta. Ale to jest ciekawe właśnie, że mówisz, że to ponowne lądowanie na Księżycu może nam dużo dać badawczo, i o to cię jeszcze wypytam. A powiedz mi, skąd jest przekonanie i czy ono jest faktycznie dominujące w świecie naukowym, że to, że jest Księżyc taki jaki jest, to to jest wynik kosmicznej katastrofy.

A.Ł.: Tak. Tak naprawdę wszystkie planety są wynikiem kosmicznej katastrofy. Z tym, że ta kosmiczna katastrofa, w wyniku której nie tyle, że powstał Księżyc, co powstał układ Ziemia-Księżyc, jest stosunkowo późnym wydarzeniem w Układzie Słonecznym. To znaczy jakieś 50 do 100 milionów lat po konsolidacji pierwszych stałych części, które jesteśmy w stanie znaleźć w naszym Układzie Słonecznym, CAIs, I jest to coś, czego jesteśmy dosyć pewni. To znaczy może kiedyś w przyszłości się okaże, że jakiś trochę lepszy pomysł był, ale to raczej nie będzie coś, co zakwestionuje właśnie teorie wielkiego zderzenia tworzącego Ziemię i Księżyc, ale raczej coś, co uszczegółowi, w jaki sposób dokładnie przebiegał ten proces. Więc jesteśmy na podstawie tych danych, które mamy, raczej pewni, że tak to wyglądało. A więc co się stało? We wczesnym Układzie Słonecznym tworzyły się coraz większe ciała niebieskie, które w pewnym momencie, niektóre z nich zaczęły wygrywać w swojej okolicy i tworzyć takie protoplanety, które były już wielkości np. takiego Księżyca, Marsa, no w końcu Ziemi. W naszej okolicy przebywało ciało, które mniej więcej może troszkę dalej, troszkę bliżej, ale z grubsza w tej części Układu Słonecznego przebywało ciało, które było trochę mniejsze od tego, czym jesteśmy teraz, natomiast znienacka zostało z boku zaatakowane przez inne ciało, które może zostało wytrącone ze swojej normalnej orbity przez Jowisza, Saturna albo inne zdarzenie, które nastąpiło jeszcze gdzieś indziej. W każdym razie te dwa ciała się ze sobą zderzyły i to zderzyły pod bardzo specyficznym kątem, dzięki któremu nie rozbiły się dokładnie na kawałki, mimo że były zbliżone w wielkości, bo ten, który w nas trafił, był wielkości mniej więcej Marsa. I duża część z tego impaktora, który nas zaatakował, szczególnie z jego jądra, trafiła do naszego jądra. Dlatego Ziemia ma nietypowo duże jądro jak na to, co podejrzewamy, że powinna mieć, na podstawie np. badania składu chemicznego meteorytów. Natomiast ta bardziej zewnętrzna część została taka wyrzucona w małych kawałkach na orbitę dokoła tego, co później się stało Ziemią. I całkiem szybko, to znaczy w kilkaset tysięcy lat, a nawet może krócej, to niektóre modele sugerują, że to było nawet, nie wiem, w tysiącach lat liczymy; te fragmenty, które zostały wyrzucone na orbitę, większość z nich spadła z powrotem na Ziemię, ale niektóre z nich skleiły się z powrotem, tworząc właśnie Księżyc. I właśnie dlatego Księżyc w odróżnieniu od Ziemi, ponieważ składa się w dużej części z tej takiej zewnętrznej części płaszczowej, kamiennej, uderzającej asteroidę z domieszką kamieni z Ziemi, czy materiału, z którego była zbudowana Protoziemia. Dlatego Księżyc ma dużo mniejsze jądro żelazne niż to, czego byśmy się spodziewali po takim ciele powstałym mniej więcej w tej lokalizacji Układu Słonecznego. Jakby podejrzewamy, że to jest właśnie ten scenariusz, który doprowadził do powstania układu Ziemia-Księżyc. Księżyc jest bardzo, bardzo ubogi w materiał lotny. To jest to, o czym mówiłam na samym początku, to znaczy nie ma tam wody, ale też nie ma różnych innych takich pierwiastków, które jeżeli podgrzejemy jakąś skałę, to pierwsze sobie wylatują i właśnie bardzo chętnie występują w postaci lotnej, jeżeli tylko damy im odpowiednio dużo temperatury. I to nam pokazuje, że te skały, z których powstał Księżyc, były podgrzane do bardzo wysokich temperatur, w wyniku czego właśnie na przykład ta woda się wzięła i ulotniła, wyleciała w przestrzeń kosmiczną. Inną bardzo ciekawą rzeczą jest to, że izotopowy odcisk palca skał ziemskich i skał z Księżyca jest identyczny. Okazało się dzięki badaniom meteorytów, że każde takie ciało niebieskie, z którego pochodzą poszczególne meteoryty, ma inny skład izotopowy. Mamy skały, kamienie, ale jeżeli weźmiemy sobie taki kamień, to większość tego, z czego ten kamień się składa, to jest tlen. Tylko że poprzyczepiany do innych różnych żelaz, magnezów, czego tam jeszcze, wapnia, whatever. Ale większość atomów to jest tlen. Ten tlen występuje w kilku różnych odmianach izotopowych. I jak zmierzymy skład izotopowy tego tlenu, który występuje w skałach, to ma on różne odciski palców izotopowych po prostu. Więc wsadzamy takiego kamienia, który wygląda jak całkiem przeciętny kawałek powiedzmy bazaltu, do maszyny za kilka milionów euro. Wsadzamy człowieka, który go obsługuje, któremu się płaci jakieś tutaj. Ile to było? 4000 z kawałkiem?

K.G.: Minimalną krajową.

A.Ł.: Minimalną krajową. Jak to tutaj płaci się naukowcom, a już nie daj Boże technikom w Polsce.

K.G.: Pijemy do jednego z głośnych ogłoszeń w środowisku, że właśnie z doktoratem, biegłym angielskim, oczywiście obsługą skomplikowanych maszyn i w ofercie taka kwota była proponowana.

A.Ł.: Więc bierzemy tę maszynę, bierzemy tego naszego specjalistę.

K.G.: Droga maszyna, tani człowiek, dobra.

A.Ł.: I mierzymy odcisk palca i wiemy: aha, ten tutaj musi być z Marsa. A ten tutaj pochodzi z asteroidy Westa 4. Więc ten odcisk palca na Ziemi i na Księżycu jest dokładnie taki sam izotopowy tlenu. To nam mówi, że te skały w przeszłości się bardzo dokładnie zmieszały.

K.G.: I to jest argument za tą teorią właśnie, że…

A.Ł.: Zderzenia.

K.G.: Zderzenia.

A.Ł.: Dokładnie tak. Dlatego że skały jednej i drugiej części, one się nie zmieszały idealnie, ale zmieszały się na tyle dobrze, żebyśmy nie byli w stanie właśnie rozpoznać różnic pomiędzy tymi dwoma ciałami.

K.G.: Ale powiedziałaś, że NASA, niezależnie od dostępnego budżetu, nie byłaby w stanie podrobić skał księżycowych. To znaczy, czym one faktycznie się różnią, te przywiezione przez misję Apollo na Ziemię?

A.Ł.: Przede wszystkim właśnie suchością. Są też różnice, niewielkie różnice geochemiczne, ale tak jak mówiłam, na Ziemi jest taka… Średnia skała na Ziemi i średnia skała na Marsie wyglądają zupełnie inaczej, ale da się na Ziemi znaleźć takie skały, które są dosyć podobne do tych, które są na Księżycu. Natomiast głównie właśnie brak tej frakcji lotnej, na przykład wody, która jest oczywiście gigantycznym problemem, jeżeli chodzi o możliwości wylądowania i zrobienia jakiejś rzeczy na Księżycu, które nie zachodzą, jeżeli chcielibyśmy zrobić to samo na przykład na Marsie.

K.G.: Czytałam o tym, że NASA się wykazała sporym, że tak powiem, rigczem, to znaczy że część tych próbek nie badano od razu, tylko odłożono na kilka dekad, żeby poczekać po prostu na rozwój technologii i dopiero niedawno część z nich zaczęto po prostu ładować do tych drogich, nowych maszyn. To jest prawda, tak?

A.Ł.: Tak, dokładnie tak. Są różne poziomy przechowywania tych skał. To znaczy większość z nich jest nadal niezbadana. To naprawdę nie jest proste, żeby prosić o alokację próbki. To się dostaje za darmo, jak się jest naukowcem, ale trzeba napisać projekt wyjaśniający, co się będzie robić, wyjaśnić, dlaczego ten nasz pomysł jest dużo lepszy od tego, co się robiło do tej pory, co nowego się dowiemy dzięki temu, że te skały będziemy maltretować, czy ta skała zostanie bezpowrotnie zniszczona, czy będziemy w stanie jakąś przynajmniej część z niej odesłać z powrotem. W wyniku tego całe mnóstwo kilogramów jest jeszcze dostępnych.

K.G.: Tam niecałe 400 przywieźli w ramach tych misji.

A.Ł.: Tak, tak. 370, coś takiego. Te kawałki sobie na co dzień przebywają w chłodni, bardzo głęboko zamrożone. Jak są wyjmowane, to są wyjmowane i na przykład krojone na mniejsze kawałki po to, żeby dać naukowcom jakieś fragmenty, o które prosili z jakiejś specjalnej części konkretnej próbki albo, nie wiem, mające szczególnie dużo ilmenitu, no, co tam do badań jest potrzebnych. I to wszystko jest zawsze robione w takich gloveboxach, czyli takich pojemnikach, jakie są znane z różnych filmów o wirusowych atakach na Ziemię.

K.G.: Żeby się nic nie wydostało, a jak raz akurat się wydostaje w tych filmach.

A.Ł.: Tak jest. Dokładnie tak. Więc tak wyglądają te pojemniki, tylko że jest to dokładnie odwrotnie. W tych pojemnikach, które są na wirusy, jest tam niedociśnienie. Niższe ciśnienie niż dookoła. No bo chodzi o to, żeby te wirusy się nie wydostały na zewnątrz. Więc w razie gdyby była jakaś nieszczelność, no to co najwyżej zasysa ten pojemnik do środka. Natomiast w przypadku kamieni chronimy nie…

K.G.: Nas, tylko kamienie.

A.Ł.: Dokładnie tak. Te kamienie to jest to, na czym nam zależy. Dokładnie tak. Szczególnie, że to laboratorium, które przechowuje próbki programu Apollo, znajduje się w bardzo idiotycznym miejscu, a mianowicie w Houston, co jest cudowną decyzją oczywiście polityczną.

K.G.: A co ci Houston przeszkadza?

A.Ł.: A byłaś tam kiedyś w lato?

K.G.: Ja w ogóle nie byłam w Stanach nigdy.

A.Ł.: Tak? To nie jedź do Houston w lato. Wilgotność powietrza wynosi gazylion. Dosłownie gazylion, jest to oficjalna nazwa. Jest bardzo gorąco. Co oznacza, że jeżeli mamy właśnie takie skały, które są supersuche, bo pochodzą właśnie z takiego supersuchego Księżyca, wystarczy je wystawić na trochę interakcji z powietrzem houstońskim. żeby wspaniale po prostu tutaj woda się poprzyczepiała, powłaziła we wszystkie szczegóły i to wszystko zaczęło po prostu wietrzeć. To jest bardzo zła lokalizacja. Znaczy, każda lokalizacja na Ziemi…

K.G.: Faktycznie, mamy suchsze miejsca na Ziemi.

A.Ł.: Tak naprawdę każda lokalizacja na Ziemi jest zła, ale szczerze mówiąc trudno wybrać gorszą niż Houston na takie zabawy. No ale żeby dostać się do tych skał, trzeba tam przejść przez kilka różnych, chyba trzy różne śluzy przełaziliśmy. Oczywiście trzeba się ubrać w takie bunny suits, tak jak właśnie na filmach o wirusach. Pracuje się tylko w takich właśnie gloveboxach. Mogę wysłać kilka zdjęć z tego wspaniałego laboratorium, które tam występuje. I większość próbek jest właśnie przechowywana w tych wielkich chłodniach, wyjmowana tylko od czasu do czasu, ale niektóre z nich, kilka takich głębszych odwiertów, które powstały przez wbijanie specjalnego urządzenia w regolit, były otworzone dopiero niedawno. Dzięki temu dostaliśmy dostęp do idealnie zachowanego materiału i na przykład jeżeli chcieliśmy badać implantację wiatru słonecznego, to nie byłoby to możliwe w latach 70. Po prostu nie było urządzeń, które pozwalałyby nam na zrobienie tego typu analiz. Natomiast jeżeli otworzylibyśmy ten pojemnik w przeszłości, to ten materiał między innymi przez interakcję właśnie z powietrzem, nawet jeżeli robimy wszystko, żeby to nie nastąpiło, to to i tak w końcu nastąpi. Po prostu te dane byłyby niemożliwe do zmierzenia, natomiast dzięki temu, że udało się nam to zachować, była możliwa ta analiza.

K.G.: A powiedz mi jeszcze, dlaczego jak tak się patrzy na Księżyc, no to widać, że on jest we fragmentach jaśniejszy, a w innych fragmentach jest ciemniejszy. Te morza tak zwane są ciemniejsze, a góry jaśniejsze.

A.Ł.: Wyżyny, tak.

K.G.: Wyżyny, dobra.

A.Ł.: Tak jest. Dokładnie tak, to właśnie dlatego, że składają się z różnych kamieni, różnych rodzajów skał. Te wyżyny, tak jak mówiłam, składają się głównie z anortozytu, czyli ten jaśniejszy kawałek z naszego meteorytu, który leży między nami. I jest to prawdopodobnie pozostałość po pierwotnej skorupie, która istniała na powierzchni Księżyca. To znaczy po tym, jak ten nasz Księżyc wziął się i zbił z powrotem w kulkę na orbicie dookoła Ziemi, był w całości przetopiony prawdopodobnie. Dzięki temu zrobiła się, do czego to przyrównać? Zrobiło się warstwowanie częściowo grawitacyjne, częściowo związane z krystalizacją frakcyjną. Brzydkie wyrazy. Do czego to przyrównać? Jeżeli mamy na przykład solankę. I jest roztwór nasycony, ale wszystko jest rozpuszczone. Następnie spada temperatura, czyli ten nasz księżyc się ochładza. Zaczynają z tego krystalizować kawałki soli.

K.G.: A tu mówisz, jakbym wzięła wodę, wsypała tam mnóstwo soli, rozpuściła to wszystko, wygotowała trochę?

A.Ł.: W gorącej wodzie. I mamy całość rozpuszczoną, ale jak spada temperatura, to też zaczynają nam się wytrącać nasze kryształy soli i one sobie spadają na dół, bo są cięższe. Natomiast ta woda, która jest na górze, jeżeli by nam nie parowała za bardzo, miałaby dużo mniejszą ilość soli w sobie niż na początku. Ilość soli, ogólna ilość soli i ilość wody w tym pojemniku, powiedzmy, byłaby taka sama. ale rozdzieliłaby się na warstwy pomiędzy tymi składnikami. Dokładnie coś takiego miało miejsce na Księżycu. Zresztą na Ziemi też, w wielu różnych miejscach. Ale na Księżycu zostało zachowane, bo Księżyc ma dużo mniej intensywną geologię. No i oczywiście nie składało się tylko z wody i soli, tylko składało się z bardzo skomplikowanego systemu chemicznego. Ale podejrzewamy, że w tej gigantycznej szklance w kształcie księżyca nie tylko te najcięższe kawałki spadały na dół, ale też te lżejsze niż płyn fragmenty unosiły się na powierzchni. I ten anortozyt prawdopodobnie jest właśnie takim śladem skał, która powstała krótko po tym, gdy ten Księżyc zaczął stygnąć i krystalizować, tworząc właśnie skały.

K.G.: Czyli to, co tu przyniosłaś i co możecie zobaczyć na radionaukowe.pl, jest z morza czy z wyżyny?

A.Ł.: Z wyżyny. Znaczy te białe kawałki. Te ciemne dookoła tego są na pewno dużo młodsze, dlatego że uderzenie rozbiło tę wyżynę na dużo różnych kawałków, a później skleiło.

K.G.: A właśnie, ważna sprawa, to nie jest tak, że ty przyniosłaś ten kawałek, bo skubnęłaś jakąś próbkę z tego, co Apollo przywiozło, tylko to jest meteoryt, który musiał do nas przylecieć po tym, jak coś walnęło w Księżyc.

A.Ł.: Dokładnie tak, dokładnie tak. Jeżeli chcą Państwo zobaczyć supermalutki fragmencik ze skały, która została przywieziona w ramach programu Apollo, to można to zrobić w Polsce nawet.

K.G.: Wiem gdzie. W Olsztynie!

A.Ł.: Bardzo dobrze. Bardzo dobrze. Bardzo polecamy. Teraz jeszcze przez chwilę jest w remoncie, ale za chwilkę będzie otwarte nowe, wspaniałe, przebudowane i z wieloma różnymi atrakcjami Planetarium, centrum nauki właśnie w Olsztynie, do którego już teraz zapraszamy. Ale chyba teraz nadal można zobaczyć ten fragment przywieziony w ramach programu Apollo, więc jest to absolutnie wyjątkowa okazja, dlatego że legalnie nie można kupić, zdobyć w żaden legalny sposób czegoś takiego, z wyjątkiem dostania w prezencie od prezydenta amerykańskiego. Kilka lat temu była taka sytuacja z szarej strefy, dlatego że fragmenciki pyłu księżycowego, dosłownie po prostu takie kawałki kurzu, bo to było strzepane z zabrudzonego kawałka ubrania, które dali astronaucie, i to była jakaś rodzina tego astronauty. Czy oni dostali od rodziny astronauty? No nieważne. W każdym razie kurz z ubrania czy tam z buta astronauty. Normalnie te wszystkie kawałki należą właśnie do Ameryki jako takiej, ale tutaj jakoś była długa kłótnia na temat statusu prawnego tegoż pyłu, tego kurzu w zasadzie. Nie pamiętam już, chyba pozwolili w końcu to jakoś zhandlować, gigantyczne ilości pieniędzy oczywiście.

K.G.: Mówisz o tym, że te skały księżycowe są bardzo suche. Czy to oznacza, że na Księżycu nie ma wody, tak w ogóle, w ogóle, nic a nic?

A.Ł.: W ogóle, w ogóle nic a nic to jest rzecz względna bardzo. Bo jak nie wszystkie, ale niektóre skały, szczególnie takie maluśkie… Jak dużo geologii przemycić? Fragmenty skały, które zostały wyrzucone najprawdopodobniej z takiego dosyć późnego wybuchu wulkanu, kiedy jest taki pióropusz i tak bardzo to wygląda malowniczo. Ostatnio tego typu rzeczy można podziwiać szczególnie na Islandii, tutaj gdzieś najbliżej nas. Jest takie słynne zdjęcie Orange Soil, znalezione przez najlepszego astronautę, jaki istniał, bo jedynego geologa, czyli Jacka Schmitta, który właśnie znalazł sobie taką pomarańczowa plamę na ogólnej szarości skał księżycowych. One mają odrobinę, odrobinę wody tam. To jest nadal ekstremalnie suche w porównaniu do tego, co możemy znaleźć na Ziemi, ale jednak ta woda tam jest. Natomiast ogólnie rzecz biorąc, w skałach jako takiej wody nie ma. Natomiast… Znaczy nie, no wiemy, że przynajmniej w jednym miejscu, w którym zrobiliśmy bezpośrednie pomiary, to jest. W innych miejscach, w których prawdopodobnie też jest, ale pomiary pośrednie, jest woda, znaczy jest wodór. Jest wodór najprawdopodobniej w formie wody, która może takim wolnym lodem, może jest taką cieniutką warstewką, która jest na powierzchni niektórych skał, ale ta lokalizacja tej wody czy tego lodu, czy tego wodoru, dokładniej rzecz biorąc, jest bardzo ograniczona terytorialnie. To znaczy występuje to wyłącznie w obrębie… Sygnały, które wskazują na to, że to jest to właśnie tam, występują wyłącznie w obrębie wiecznie zacienionych den kraterów uderzeniowych znajdujących się na biegunie. Czyli to musi być głęboki, duży krater na biegunie. Głównie, najwięcej jest na południowym, ale na północnym też są.

K.G.: Właśnie to jest bardzo ciekawe, dlatego że sporo misji się koncentruje właśnie na biegunie południowym. Czemu on jest taki interesujący?

A.Ł.: Właśnie ze względu na tę wodę. To jest najważniejszy parametr. To jest najważniejszy zasób tam. Tak naprawdę jedyny zasób, który się liczy. Drugi, który jest nadal istotny, ale odrobinę mniej, bo co do tego możemy jakoś robić jakieś obejścia, ale też istotnym, jest obecność w tej części biegunowej takich miejsc, gdzie można się ustawić i mieć niemal cały czas dostęp do Słońca. Na Księżycu dzień i noc trwa po 14 dni. Co oznacza, że… Po pierwsze że gigantyczne są tam różnice temperatur. To jest bardzo duży problem.

K.G.: To nieprzyjemnie w kontekście przyszłej stacji być może.

A.Ł.: Nieprzyjemnie bardziej w kontekście morderczo. To jest większy problem, dlatego że wyobraźcie sobie jak bardzo się różni długość przewodów elektrycznych pomiędzy zimą a latem. Jak bardzo w ciągu lata zwisają, jak bardzo w ciągu zimy są naciągnięte. A różnica temperatur pomiędzy tymi dwoma, no to ile to jest? 50 stopni maksymalnie? Pewnie niedużo więcej, może trochę więcej. Natomiast na Księżycu różnice temperatur są znacznie większe, dlatego że w ciągu dnia mamy tam plus 120, a nawet więcej stopni, w nocy mamy minus ponad 120. Więc jest gigantyczne wahanie temperatur zabójcze dla sprzętu. A ponieważ mamy właśnie takie wahania temperatury, to trudno jest zaprojektować cokolwiek, co będzie działać i w jednej temperaturze, i w drugiej. Jak mamy cały czas na słońcu, no to jesteśmy w stanie coś z tym zrobić, a przynajmniej jesteśmy dużo łatwiej w stanie coś z tym zrobić. Nie to, że się nie da obejść tego problemu, ale jest to bardzo duży problem, który kosztuje i pieniądze, i uwagę, i kilogramy, które tam trzeba przewieźć, i tak dalej. Natomiast druga rzecz jest taka, że 14 dni bez słońca oznacza brak możliwości produkcji energii elektrycznej. Czyli musimy mieć duże baterie. Czyli znowu: to kosztuje dużo pieniędzy, jest potencjalnie skłonne do jakiejś awarii. Coś może nas, nie wiem, trafić albo się rozwali, bo było kilka razy ogrzewane i ochłodzone, ogrzewane, ochłodzone i się weźmie i zepsuje, więc musimy co najmniej dwa, najlepiej trzy zestawy takich systemów przywieźć, żeby w razie czego to astronauci tam nie padli. Natomiast na biegunie, szczególnie południowym, są miejsca, w których możemy się ustawić w takim miejscu, żeby praktycznie przez cały czas, nie bardzo dużo, ale na nas świeciło na tyle, żebyśmy sobie mogli tutaj cały czas produkować energię elektryczną, więc jesteśmy cały czas w tej samej mniej więcej temperaturze i jesteśmy przez cały czas… Wiemy na pewno, że Słońca nie wyłączą, o tak, więc musimy tylko dbać o to, żeby ten system produkcji energii nam funkcjonował.

K.G.: I to jest tam przy biegunie?

A.Ł.: Tak.

K.G.: Jesteś zaangażowana w misję Máni, to jest polsko-duński projekt, który ma obsługiwać Europejska Agencja Kosmiczna, prawda? I to też ma właśnie polegać na precyzyjnym, dokładnym skanowaniu bieguna południowego. Powiedz coś więcej o tym.

A.Ł.: Jest to misja, jedna z misji Europejskiej Agencji Kosmicznej, która ma przygotować dane do tego, żebyśmy mogli tam wylądować. Miejmy nadzieję.

K.G.: My, ludzie.

A.Ł.: Miejmy nadzieję, że nie tylko Chińczycy. Chińczycy mają swoje niezależne plany i możliwości. To jest część zachodnich prób powrotu. I jednym z typów danych, które bardzo potrzebujemy, są dane z powierzchni z bardzo dużą rozdzielczością. Po to, żeby móc na przykład zaplanować, którędy puścić łazika, zaplanować, którędy najwygodniej jest ludziom przejść z punktu A do punktu B. Zaplanować, dlatego że jak są w tych ubraniach, to naprawdę nie jest łatwo się tam poruszać, szczególnie w tych obszarach, które są terenami biegunowymi, wyżynnymi, tam są duże różnice wysokości. I to, co może dla takiego wysportowanego czy wysportowanej astronautki zupełnie nie jest problemem, żeby to zrobić u nas na Ziemi, przejście z punktu A do punktu B bez umierania w międzyczasie, to nie jest taka prosta sprawa. Więc im lepiej przygotujemy informacje na temat tego, co czeka tych biednych astronautów, tym większa szansa na to, że nam tam nie wykitują na miejscu i zrobią misję tak, jak trzeba. Misje programu Apollo lądowały praktycznie wyłącznie tylko w takich bardzo płaskich, bardzo bezpiecznych kawałkach. I te kawałki były wybierane i w pobliżu zresztą równika księżycowego. I te kawałki były wybierane właśnie ze względu na to, że są proste, płaskie.

K.G.: Ale oni tam tylko chwilę byli de facto.

A.Ł.: Tak, i byli tylko chwilę. Natomiast ten kawałek, w który teraz celujemy, czyli biegun południowy, to jest fragment, który jest bardzo ciekawy między innymi właśnie dlatego, że jest bardzo taki urozmaicony pod względem wysokości, zmian wysokości bezwzględnej. Tak to w geologii niestety bywa, że te najfajniejsze kawałki są w miejscach, w których najłatwiej się uszkodzić, bo jest jakieś urwisko czy jakieś inne tego typu atrakcje. Ostatnio właśnie byłam w Indiach, w kraterze uderzeniowym Lonar, i sobie poszukiwaliśmy odsłonięcia skał pokazującego granice pomiędzy materiałem, który został wyrzucony z krateru, i tym materiałem, który był na powierzchni przed zderzeniem z tą planetoidą. I zwisałam po prostu, trzymając się za nogę i za rękę takiego drzewka małego, po prostu zwisając nad urwiskiem, żeby zobaczyć, czy tam jest ta odkrywka, czy nie.

K.G.: Aha!

A.Ł.: I tak sobie myślałam, no Chryste Panie, co ja robię ze swoim życiem? Co ja robię ze swoim życiem? Tak. Więc, znaczy, wniosek jest taki, że…

K.G.: Jakby ktoś myślał, że życie naukowców jest nudne – nie!

A.Ł.: Nie. Nie wiem, do tego leopardy, takie kłujące pnącza i całe mnóstwo różnych innych atrakcji. Bardzo jest wesoło, z wyjątkiem momentów, kiedy człowiek się zastanawia nad swoimi wyborami życiowymi, ale później znajduje odkrywkę i się cieszy, więc… Ech, huśtawka po prostu, ale ponownie podkreślam: wszystkie najciekawsze kawałki dla geologa to są tam, gdzie jest najbardziej niebezpiecznie. I dokładnie tak samo jest i będzie w przypadku Księżyca, więc rzeczą bardzo istotną jest to, żeby dokładnie poznać ukształtowanie powierzchni, właściwości regolitu. I właśnie to wszystko będzie robiło Máni, czyli bardzo, bardzo dokładnie robiło wiele różnych zdjęć tego samego kawałka terenu po to, żeby zrobić trójwymiarową mapę terenu oraz właśnie obrazowanie z rozdzielczością poniżej 20 centymetrów na piksel. To bardzo, bardzo dobrze. Dzięki temu nie tylko odpowiemy na wiele różnych ciekawych pytań naukowych, ale również zapewnimy bezpieczne przejście astronautom zachodnim, o ile takowi wreszcie wylądują… Znowu wylądują na Księżycu.

K.G.: Za to oczywiście trzymamy kciuki, ale też jak się patrzy właśnie na to, jakim ciałem niebieskim Księżyc jest i jak jest jednak nieprzyjazny, chociażby biorąc pod uwagę te różnice temperatury, ale też ten sam regolit, czyli ta skała, która tam na powierzchni Księżyca dominuje, to też czytałam, że to po prostu wszędzie lata, przykleja się do sprzętu, psuje wszystko, że to jest bardzo męczące.

A.Ł.: Nie tyle męczące, to jest bardzo, bardzo niebezpieczne. I regolit to jest coś, czego bardzo nie doceniamy i tak naprawdę nie do końca wiemy, co z tym zrobić, dlatego że…

K.G.: Wygląda jak taki szary piasek taki, no może irytujący, ale…

A.Ł.: Dokładnie. To jest taka gleba, tylko że bez tych wszystkich kawałków miłoglebowych, które mamy na powierzchni naszej planety. Dlatego że to jest nic innego jak tylko, powiedzmy, piasek na powierzchni, który powstaje z wyniku wielokrotnego bombardowania powierzchni przez planetoidy różnych rozmiarów. Od takich dużych do takich, które mają wielkość ziarnka piasku – i one są tak naprawdę najgorsze. Dlatego że w wyniku tego robi się taka warstwa drobnego materiału, który w dużej części składa się z super ostrokrawędzistych kawałków szkła, które są jak papier ścierny po prostu. Włażą wszędzie.

K.G.: Czyli mogą uszkadzać skafandry.

A.Ł.: Wszystko uszkadzać. Co jeszcze gorzej, przyczepiają się bardzo, super się elektryzują, dlatego że jeszcze dodatkowo mają takie malutkie kuleczki żelaza w sobie rozrzucone, to się elektryzuje jeszcze w dodatku jak cho… bardzo się elektryzuje. Jak już się przyczepi, to trudno się tego pozbyć. Włazi we wszystko, to jest bardzo malutkie, a już szczególnie się łamią te różne kawałeczki, więc włazi absolutnie wszędzie. Utrzymanie przez dłuższy czas jakichś urządzeń na powierzchni Księżyca to będzie duże wyzwanie. To jest też duże wyzwanie zdrowotne, dlatego że nie wiem, czy państwo kiedyś widzieli zdjęcia właśnie z programu Apollo tych biednych astronautów, którzy wyglądają po prostu jak brudne świnki. Wychodzą najpierw w pięknych, białych skafandrach kosmicznych, a przyłażą i po prostu są cali pokryci właśnie fragmentami regolitu. I tego się nie bardzo daje pozbyć. Jakby oczywiście później będą jakieś, znaczy jak będzie tam baza, będą systemy śluz i tak dalej. Będzie lepiej. Ale na 100% trzeba się będzie tego pozbyć, dlatego że to jest super… Nie wiem, czy państwo wiedzą, taka choroba pylica, gdy właśnie pył dostaje się do układu oddechowego. To jest 100 razy gorsze. Dobrze, wiele razy gorsze. Dlatego, że na Ziemi większość tych fragmentów pyłu, no chyba że mówimy o właśnie takim pyle, który jest bezpośrednio nowo stworzony, ale nie jest aż tak abrazyjny, nie jest aż tak ostry, kłujący i szkodliwy. Jak to się dostaje do naszych płuc, no to tutaj całe mnóstwo różnych interesujących chorób się na pewno będzie rozwijać w wyniku tego.

K.G.: To jest bardzo ciekawe też, że siłą rzeczy mówimy przede wszystkim o tych programach zachodnich, a trochę mniej się chyba mówi o tym, co robią Chińczycy, to o tym wspomniałaś. Oni mają w ostatnich czasach sporo sukcesów, jeśli chodzi o sprawy księżycowe, prawda? Bo i to pierwsze lądowanie po tak zwanej ciemnej, chociaż bardziej chyba powinno się mówić „niewidocznej” stronie księżyca, 2019. 2023 wylądowali też, no nie ludzie, ale ich urządzenia, właśnie w pobliżu bieguna południowego. Chińczycy tam mocno cisną, nie?

A.Ł.: Tak. Aha. W obecnej sytuacji, o ile coś się dramatycznie nie zmieni, na co się nie zapowiada, Chińczycy będą pierwsi na Księżycu.

K.G.: Jeśli chodzi o ludzką obecność mówisz?

A.Ł.: Tak. To znaczy chwilowo jakąkolwiek. Były też udane, mniej więcej udane, projekty zachodnie. To się nazywa, że są prywatne, ale tak naprawdę nie są za bardzo prywatne, w absolutnej większości płacone przez programy np. amerykańskie. I one nie są zbyt skuteczne, natomiast Chińczycy cisną. Cisną z wynikami, i robotycznie, i jeżeli chodzi o prawdopodobieństwo tego, kto wyląduje na powierzchni Srebrnego Globu, zdecydowanie prowadzą. Co do tego nie mam wątpliwości.

K.G.: W 2023 Indie z kolei, pierwsze miękkie lądowanie w pobliżu wspomnianego bieguna południowego. W ogóle się dzieje, ale to nie znaczy oczywiście, że NASA czy Europa śpią, ale też warto pamiętać o tym, co się dzieje w mniej kojarzonych cały czas z misjami kosmicznymi Indiach. Jak tutaj to wygląda?

A.Ł.: Jeżeli chodzi o Indie, ich program kosmiczny jest naprawdę niesamowity. To się wszystko zaczęło dlatego, że chyba premierem czy jakimś ważnym politykiem, był człowiek, który był rocket scientist. I po prostu to pchnął i te misje, które oni zrobili, na przykład Chandrayaan-1, to był orbiter dookoła Księżyca, naprawdę niesamowite rzeczy zrobił. I to za budżety takie, które były uważane za absurdalne na Zachodzie. Po prostu całkowicie po taniości, nikt się nie spodziewał, a po prostu wystrzelili i dowieźli wspaniałe wyniki, niesamowita rzecz. Jeżeli chodzi o Chiny, no to to jest zdecydowanie, znaczy Chiny kontra Stany Zjednoczone szczególnie, no to to jest zdecydowanie powrót do wyścigu kosmicznego z XX wieku. Nie ma tutaj mowy o współpracy. Jest wojna, naukowa na razie, ale jak tylko się okaże, że wylądują na Księżycu w okolicy najważniejszych zasobów, to potencjalnie się to przerodzi w coś bardziej intensywnego moim zdaniem. Oczywiście wszyscy mówią, że absolutnie nie, będziemy współpracować, ble, ble, ble. Ale ja się spodziewam, że najpóźniej na trzeciej rakiecie zmierzającej do przyszłej bazy będziemy mieli piękne tutaj wyrzutnie rakiet.

K.G.: To są ciekawe rzeczy. Ty to opowiadasz jak cała Ania Łosiak, barwnie i mocno, ale też jest chyba coś tutaj na rzeczy, dlatego że to jest dla nas interesujące, co jest na Księżycu. Jakie tam są zasoby, które właśnie mogą być dla nas ciekawe?

A.Ł.: Jedynym zasobem, jaki może być ciekawy na razie, to jest możliwość nauczenia się życia w kosmosie, obawiam się.

K.G.: Czyli nie górnictwo kosmiczne?

A.Ł.: Nie. Znaczy górnictwo kosmiczne to jest jakby… Nigdy nie będzie się, znaczy nigdy, no dobra. W najbliższych 100, 200, 300, może 500 latach nie będzie się… Dobrze, trudno powiedzieć, co będzie w najbliższych 500 latach. W najbliższych 100 latach nie będzie się opłacało przywozić żadnych rzeczy z Księżyca na Ziemię, żeby tutaj wykorzystywać to na Ziemi.

K.G.: Za drogo po prostu.

A.Ł.: Tak, za drogo i wszystko, czego potrzebujemy, wszystko to jest też na Ziemi. I jeszcze w dodatku na Ziemi jesteśmy, wiemy, jak to wydobywać. Nie musimy przewozić w tę i z powrotem. Po prostu zupełnie się to nie opłaca. Jakby na Ziemi jest gazylion różnych złóż, o których wiemy, a których nie wydobywamy, bo jest za drogo. Na Księżycu, czy tam na innych asteroidach, cena tego robienia podobnych rzeczy jest nieskończenie wyższa. Natomiast nie znaczy to, że w ogóle nie będzie górnictwa kosmicznego, dlatego że o ile uda się właśnie zbudować jakieś stałe bazy, o ile uda się wymyślić sposób, dzięki któremu ludzie nie będą od razu umierać z dużym prawdopodobieństwem, gdy będą się tam pałętać, to będzie trzeba coraz więcej zasobów do tego, żeby tych ludzi tam utrzymać przy życiu po prostu. Więc wtedy będzie… I najważniejszym zasobem jest oczywiście woda. Dlatego też, że jest to potrzebne do niemal wszystkich procesów technologicznych, jakie znamy. Po prostu. Jeżeli nie będziemy mieli wody, będziemy musieli wymyślać wszystko absolutnie od początku, a to nie jest wykonalne. Więc jeżeli najważniejszym zasobem na powierzchni Księżyca jest woda, to właśnie dlatego się wszyscy zasadzają na te zaciemnione dna kraterów uderzeniowych. Są też inne zasoby.

K.G.: Żeby być w pobliżu wodoru.

A.Ł.: Żeby być w pobliżu wodoru.

K.G.: Najwyżej zrobimy sobie wodę po prostu z wodoru i tlenu, tak?

A.Ł.: Absolutnie. Zawsze można zrobić. Tutaj jest w skałach. Prosto nie jest, żeby go wyciągnąć, ale też nie jest bardzo skomplikowane. To po prostu dużo energii wymaga. Więc jak poczekamy sobie, aż się wytworzy tyle ile trzeba, to damy radę. Najprawdopodobniej ten wodór jest przyczepiony do tlenu i tak już teraz. Do końca nie wiemy, jak dużo tej wody tam jest, w jakiej formie występuje dokładnie, na jakiej głębokości, do czego jest przyczepiony i tak dalej. Tych wszystkich rzeczy na razie nie wiemy, w związku z tym trudno jest cokolwiek planować. Są też te wszystkie inne rzeczy, o których możemy mówić, jeżeli chodzi o górnictwo kosmiczne, to dopiero jak już wytworzymy potrzebę poprzez właśnie wysłanie tam ludzi, którzy będą robić rzeczy, na początku naukowe na pewno, dopiero wtedy będzie to potrzebne. Będzie potrzebne to, żeby po prostu nie musieć przywozić wszystkiego z Ziemi. Chociaż na samym początku na pewno przywożenie wszystkiego z Ziemi to będzie dużo, dużo tańszy i łatwiejszy sposób właśnie dlatego, że na Ziemi umiemy to robić. A w jaki sposób, nie wiem, zrobić dobry odlew ze stali nierdzewnej, która jest w stanie wytrzymać bardzo duże zmiany temperatury tak, żeby to nie popękało, bo jak popęka, to wszyscy umrzemy. Więc do wyboru jest przywiezienie z Ziemi, drogie, ale za to mamy pewność, że będzie działać, sporą pewność, że będzie działać. Albo wydanie 30 gazylionów pieniędzy dowolnych na to, żeby spróbować wytworzyć proces przy bardzo małej ilości wody w dziwnej grawitacji z dodatkowymi atrakcjami w postaci tego regolitu super ostrokrawędzistego, który będzie wszystko właził i powodował to, że jak normalnie spodziewaliśmy się, że coś tam będzie działać 100 cyklów, to teraz działa tylko 20. Więc gazylion różnych problemów, które trzeba będzie rozwiązać i które będzie bardzo, bardzo drogie, żeby to rozwiązać, ale jedynym miejscem, żeby to rozwiązać, jest właśnie Księżyc. Tam można to nadal zrobić w odrobinę bardziej bezpieczny i przewidywalny, podobny sposób do tego, co mamy na Ziemi, niż jeżeli byśmy to próbowali robić całkiem tutaj w jakiejś bazie dookoła, fruwającej gdzieś tam w przestrzeni kosmicznej całkiem. I jak już się nauczymy robić tak trudne rzeczy, no to to będzie absolutnie najważniejszy zasób, jakim ktoś będzie mógł dysponować. Natomiast to nastąpi nieprędko.

K.G.: Ale to też chciałam cię zapytać o to, czy to jest tak, że jedni z drugimi się dzielą swoimi wynikami? Jak na przykład właśnie Chińczycy lecą, to to jest taka ogólnodostępna wiedza? Czy tu mamy do czynienia z takim „ku dobru ludzkości”? Czy wszyscy naukowcy do tego mają dostęp? Czy u Amerykanów też tak jest? Czy to jest tak, że część jest tylko dla nas, część owszem publikujemy, ale większość chowamy? Jak to tak ze środka wygląda?

A.Ł.: Pewne rzeczy są dzielone, np. jakieś wyniki geochemiczne badań, ale takie wrażenie mam, że to jest bardziej po to, żeby pokazać, że żeśmy nie zrobili tego w jakimś swoim studiu w Pekinie, tylko rzeczywiście żeśmy wylądowali i tu są nasze dowody na to, że rzeczywiście żeśmy to zrobili. Wyniki są publikowane naukowe. Natomiast jeżeli chodzi o tę stronę technologiczną, to oczywiście ja się dużo mniej na tym znam, no bo jestem geologiem, a nie budowniczą jakichś sprzętów kosmicznych. Natomiast to jest dużo bardziej tajne, z jednej i drugiej strony. I dodam też, że brak dzielenia się informacjami ma bardzo długą historię i że zaczęło się to jeszcze we wczesnych latach dwutysięcznych albo nawet jeszcze wcześniej. Od tego, że Chińczycy bawili się w wykradanie tajemnic z NASA. Nie tylko z NASA, tylko z firm współpracujących czy pracujących dla NASA. I zostali całkowicie zbanowani w pewnym momencie. Do tego stopnia, że nawet naukowcy, te instytucje, o których wspominałam, które powstały do tego, żeby zasysać umysły z różnych stron, miały gigantyczne ograniczenie, jeżeli chodzi o zatrudnienie ludzi z Chin właśnie, ze względu na obawy przed szpiegostwem przemysłowym. W pewnym momencie ze względu na to, że właśnie Amerykanie całkowicie postawili bana na… Znaczy jakieś skrawki współpracy, ale naprawdę skraweczki pozostały. Więc nie wszyscy, ale duża część amerykańskich naukowców nawet miała problem, żeby dostać próbki. Nie tyle ze strony Chińczyków miała problem z tego, co jakby wiem z plotek, tylko ze strony swoich własnych pracodawców, żeby współpracować z Chińczykami, żeby dostać na przykład próbki skał księżycowych przywiezionych w ramach tych łazików Chang. Więc no wojna.

K.G.: No wojna jednak.

A.Ł.: I to się szybko nie skończy. Tak jak mówię, chętnie się założę. Według mnie najpóźniej na trzeciej rakiecie będzie zainstalowany, będzie to nazwane tutaj „Rakieta dla pokoju” albo coś w tym guście i będzie wspaniałą rakietą wycelowaną w każdego, kto będzie próbował dotrzeć do naszych zasobów wody. Amerykanie zrobiliby dokładnie to samo, gdyby którekolwiek z ich rakiet działały wystarczająco dobrze. Teraz będą się oburzać głównie, że jak oni śmieli i my wcale byśmy tak nie zrobili.

K.G.: Mam nadzieję, że przegrasz ten zakład, ale…

A.Ł.: Ja trochę też z drugiej strony, to wtedy jak przegram, no to nie będzie wojny na Księżycu, to też w pewnym sensie wygrana. A jak wygram, no to wygram zakład, więc wygrywam w każdym przypadku. Taka jestem przebiegła.

K.G.: A o co chodzi z tą właśnie ciemną stroną Księżyca? Czy bardziej się powinno mówić niewidoczną, bo to nie jest tak, że tam jest zawsze ciemno.

A.Ł.: Niewidoczna. To jest po prostu strona Księżyca, która nie jest skierowana w kierunku nas. Cały czas widzimy mniej więcej połowę Księżyca i dlatego cały czas jakby…

K.G.: On wygląda jakby się nie obracał właśnie, jakiś taki…

A.Ł.: Cały czas obraca się w sposób synchroniczny z nami, czyli cały czas jest skierowany właśnie tą jedną stroną w naszą stronę, natomiast to nie jest tak, że tam jest noc i dzień w tym momencie co na Ziemi, tylko że w ciągu jednego miesiąca księżycowego, czyli jednego z grubsza obrotu dookoła Ziemi, jest jeden długi dzień i jedna długa noc, która trwa około 14 dni, czyli w każdym punkcie na powierzchni Księżyca mamy dzień, który trwa 14 dni ziemskich, i noc, która trwa 14 dni, czyli ta druga strona Księżyca też ma cykl dzienno-nocny.

K.G.: Ale ona nie jest jakaś inna, nie?

A.Ł.: A jest, jest.

K.G.: Jest trochę inna?

A.Ł.: Jest bardzo inna i to był absolutny szok dla nas. To wtedy Związek Radziecki dostarczył zdjęć pierwszych, tak mi się wydaje, pierwszych Księżyca, tej drugiej strony Księżyca. I okazało się, że wygląda zupełnie inaczej niż ta, którą mamy na co dzień.

K.G.: Zamieszkana, parki.

A.Ł.: Tak, tak [śmiech].

K.G.: Światła, miasto.

A.Ł.: Ufoludki czy tam… Był taki film o hitlerowcach chyba na Księżycu. Mi się wydaje, że tam była baza, że uciekli coś tam, coś tam, nie do Argentyny, tylko na Księżyc. Wracając do bardziej takich, mniej filmowych rzeczy. Były, tak jak mówiliśmy, jak patrzymy na Księżyc, szczególnie w pełni, to widzimy te kawałki ciemniejsze i jaśniejsze. Jaśniejsze to są te wyżyny, bardzo stare. Te ciemniejsze to są gigantyczne kratery uderzeniowe, które później zostały wypełnione bazaltem, czyli skałą o innym składzie chemicznym, takim jak na Islandii na przykład, dużo ciemniejszym. I mamy taką układankę, ciemno-jasną. Natomiast na stronie tej odwrotnej od nas nie mamy tych ciemniejszych kawałków. Znaczy są, ale są bardzo, bardzo malutkie. Praktycznie na pierwszy rzut oka ich nie widać. Całość praktycznie to są właśnie te wyżyny.

K.G.: Ciekawe!

A.Ł.: No. I wynika to prawdopodobnie z tego. Znaczy nie wynika. Wiemy o tym, że jest to skorelowane z inną grubością skorupy, takiej zewnętrznej, najcieńszej warstwy, która jest dużo cieńsza z przedniej, skierowanej w naszą stronę części Księżyca, i dużo grubsza z zewnątrz. W związku z czym prawdopodobnie ta magma miała po prostu trudność, żeby się przebić na powierzchnię. I ma to związek prawdopodobnie z tym, że właśnie Księżyc ma ten obrót synchroniczny razem z Ziemią. Ale nie do końca wiemy, co było pierwsze, jajko czy kura. To znaczy ta różnica w grubości, czy najpierw był obrót synchroniczny, jak to wszystko powstało. Znowu: są różne hipotezy, ale nie do końca wiemy nadal, która jest prawdziwa, dopóki nie powrócimy, dopóki nie zdobędziemy więcej danych, nie będziemy wiedzieć.

K.G.: A dla ciebie jako dla naukowczyni, która zajmuje się właśnie geologią planetarną, to Księżyc jakoś tak jeszcze jest taki interesujący i jeszcze masa pytań, które gdzieś tam w głowie ci się wyświetlają, czy badamy go, bo jest po prostu blisko i wygodnie?

A.Ł.: Nie no, tak jak o coś pytasz, a ja mówię, no jedni mówią tak, inni mówią tak. Hipotezy są różne. Dopóki nie wylądujemy, nie będziemy wiedzieć. No i tak to mniej więcej wygląda. To znaczy prawdopodobnie mamy zgrubną wizję tego, jak to funkcjonuje, mniej więcej ogarniętą. Czyli takie ogólne zrozumienie tego wszystkiego. To znaczy, że Księżyc powstał w wyniku właśnie tego, czy system Ziemia-Księżyc powstał w wyniku tego zderzenia wielkiego, że większość skał jest tak starych, że inne skały są tak stare, że jakieś przynajmniej fragmenty miały to pole magnetyczne na samym początku, a później nie było. Ale jest całe mnóstwo pytań, na które nie znamy nadal odpowiedzi. Na przykład jak to pole, z czego ono wynikało dokładnie? Czy było takie jak na Ziemi, czy było jakieś inne. Jak długo trwało, jeżeli tam była istotna ilość pola magnetycznego, mogła wynikać z tego jakaś wymiana na przykład atmosfery, trochę z Ziemi na Księżyc. Nie znaczy, że Księżyc miał atmosferę jak Ziemia, ale że jakieś tam tutaj różne rzeczy latały. Wiem na pewno, że na Księżycu są skały z Ziemi, meteoryty ziemskie są na Księżycu, które przyleciały tam w różnych momentach geologicznych, z których na Ziemi już nie mamy skał. Dlatego że zostały, albo są superprzetworzone i za dużo informacji w nich nie zostało. Natomiast na Księżycu zostały wyrzucone, zdeponowane tam. One leżą, czekają i być może dzięki takiej skale dowiemy się, jak powstało życie na Ziemi. Dlatego że może akurat tutaj coś walnęło, wylądowało i teraz czeka. Więc całe mnóstwo różnych ciekawych tematów czeka na odkrycie.

K.G.: Są jeszcze pytania od Patronów, na przykład Mateusz pyta, czy prace geologiczne na Księżycu mogą zaszkodzić żyjącym tam królikom. Cytuję dosłownie. O co chodzi?

A.Ł.: Bardzo mi się podoba to pytanie! No chciałam powiedzieć, że tak jak mówiłam, na razie nie prowadzi się tam żadnych procesów górniczych, więc króliki są absolutnie bezpieczne. A jak zaczniemy prowadzić szersze badania, to najprawdopodobniej będą one głównie w tej części biegunowej. Natomiast ten królik, który wiele kultur widzi, mitologii widzi na Księżycu, to są właśnie kratery, które się układają w różne wzory, z których można odczytywać tutaj twarz na Księżycu, albo właśnie twarz królika, który robi mochi, mi się wydaje, według chyba japońskiego. I też chciałam nawiązać do bajki z mojego dzieciństwa, czyli „Czarodziejka z Księżyca”, która po japońsku na imię miała Księżycowy Królik właśnie, bo była czarodziejką z Księżyca, wiecie, rozumiecie. Bardzo śmieszne. Co ciekawe, bardzo dużo różnych kultur widzi tam królika. Ale na razie królik jest bezpieczny, bo po pierwsze działalności górniczej nie prowadzimy i jeszcze przez dłuższy czas prowadzić nie będziemy. A jeśli już, to będziemy prowadzić głównie na biegunach, gdzie króliki nie żyją księżycowe, bo są głównie w okolicach takich bardziej równikowych.

K.G.: Marek napisał: dr Łosiak! Serduszko, serduszko, serduszko, serduszko, uwielbiam! Uśmieszek. No to w takim razie chciałbym zapytać, jak duży obiekt musiałby uderzyć w Księżyc, żeby odłamki doleciały na Ziemię?

A.Ł.: To jest bardzo dobre pytanie, ale jest bardzo trudno na to odpowiedzieć, dlatego że to nie tylko od wielkości tego ciała zależy, ale też pod jakim kątem walnie i dokładnie gdzie. Więc to na pewno musi być jakiś nie taki malutki kawałeczek, czyli nie…

K.G.: I żeby też w naszą stronę leciało, nie?

A.Ł.: To raczej nie będzie lecieć bezpośrednio, raczej zostanie wrzucony na orbitę i jeżeli z odpowiednią prędkością, pod odpowiednim kątem, to wtedy nie w linii prostej raczej poleci. Jeżeli chodzi o wielkość, to zgaduję teraz straszliwie, więc w razie czego, jak jakieś badania były już opublikowane i przeoczyłam, albo zaraz się pojawią, to proszę na mnie nie krzyczeć, ale myślę, że to ciało powinno mieć co najmniej kilkaset metrów, może kilkadziesiąt, powyżej stu metrów powiedzmy. Dlatego że wtedy musimy wyrzucić, ale znowu, to nie tylko wielkość tego ciała, też kąt uderzenia, prędkość, dokładne miejsce, w którym to zostanie uderzone. Więc bardzo dokładne badania byłyby potrzebne, żeby powiedzieć dokładniej.

K.G.: A twoja misja Máni kiedy leci?

A.Ł.: Zobaczymy. Zgodnie z planem w 2029, ale w tego typu misjach zawsze wszystko się przenosi w przyszłość.

K.G.: Gorzej jak z remontami! Zawsze się opóźniają i kosztują więcej.

A.Ł.: Tak, no to mniej więcej tak samo. Zasada jest ta sama. Więc zobaczymy, jak to wyjdzie. Mam nadzieję, że Chińczykom będzie bardzo dobrze szło, w wyniku czego Europa i Zachód jako taki poczują oddech konkurencji na plecach. W zasadzie nie na plecach. Zobaczą tył chińskiego astronauty daleko przed nami i okaże się jednak, że będzie więcej zasobów przeznaczonych na ten cel, dlatego że bez tego nie mamy szans.

K.G.: Dr Anna Łosiak, geolożka planetarna, Instytut Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk. Ach, jeszcze konkurs miałyśmy powiedzieć!

A.Ł.: Konkurs, tak!

K.G.: Właśnie na koniec.

A.Ł.: Zapraszamy, bo nie trzeba zawsze lecieć gdzieś poza naszą Ziemię, żeby spotkać się z kosmosem. Czasem kosmos przylatuje do nas, proszę państwa. I coś takiego miało miejsce kilka tysięcy lat temu w Polsce. Przyleciała planetoida, tutaj mamy też fragment tejże planetoidy.

K.G.: Drugi kamyczek.

A.Ł.: Drugi kamyczek zrobiony z żelaza z niklem, czyli tak kawałek meteorytu Morasko, który trafił w Poznań. Dokładnie na granicy pomiędzy Poznaniem i Suchym Lasem. Z tej okazji, proszę państwa, można się wyżyć artystycznie, a mianowicie organizujemy razem z Pyrkonem konkurs literacki na najlepsze opowiadanie fantasy albo science fiction, albo legendę, o Morasku właśnie. Więc możecie państwo sobie wyobrazić, co sobie życzycie. Nie wiem, jakaś wielka, epicka walka pomiędzy elfami a ufokami, które tutaj wzięły i wylądowały w Poznaniu. I dlatego właśnie już więcej nie mamy ani elfów, ani ufoków, bo się wzajemnie wykończyły. Wszystko jest dozwolone, ale do 10 stron. Będą nagrody, w części ufundowane przez Pyrkon, w części ufundowane przez Fundację Ziemia i Kosmos, która knuje w kierunku utworzenia Centrum Nauki Impakt Morasko w najbardziej kosmicznym miejscu w Polsce.

K.G.: Gdzie można znaleźć informacje?

A.Ł.: Na naszej stronie internetowej impakt-morasko.pl, a także w wielu miejscach w różnych social mediach, na stronie Pyrkonu, w różnych miejscach, ale zapraszamy najbardziej na naszą stronę internetową.

K.G.: Dziękuję ci bardzo.

A.Ł.: Dziękuję.


Dodane:

Notatki do odcinka

Uwaga! W odcinku zapowiadamy też  konkurs z kosmicznymi nagrodami na opowiadanie o Morasku! Napisz opowiadanie fantasy, sci-fi, legendę o Morasku i wygraj meteoryt, pieniądze oraz „pomnik trwalszy niż ze spiżu”!

Tutaj szczegóły: https://impakt-morasko.pl/.

dr Anna Łosiak

dr Anna Łosiak

Geolożka planetarna, zajmuje się badaniem małych kraterów uderzeniowych na Ziemi i procesów kształtujących powierzchnię Marsa. Pracuje w Instytucie Nauk Geologicznych PAN. Absolwentka UW i Michigan State University, doktoryzowała się na Universität Wien, pracowała na Exeter University w UK. Otrzymała granty: Fulbrighta, NCN, Fundacji Nauki Polskiej, Europlanet oraz Marie Skłodowska-Curie Individual Fellowship. Pracowała nad projektami kilku misji kosmicznych. Zapalona popularyzatorka nauki. Zaangażowana w ideę powstania Centrum Nauki Impakt Morasko.

Obserwuj Radio Naukowe

Kratery, asteroidy i obrona planetarna. Podcast o kamieniach spadających z nieba | dr Anna Łosiak
Nr 43
57:15
1,5 tys.
57:15
1,5 tys.
Dodaj do ulubionych
Pobierz odcinek

Udostępnij odcinek

Kosmici – czy naukowcy znajdą życie pozaziemskie? | dr Anna Łosiak
Nr 97
1:03:40
2,1 tys.
1:03:40
2,1 tys.
Dodaj do ulubionych
Pobierz odcinek

Udostępnij odcinek

Powrót człowieka na Księżyc – czym ryzykują współcześni astronauci? | dr Anna Fogtman
Nr 117
2,4 tys.
2,4 tys.
Dodaj do ulubionych
Pobierz odcinek

Udostępnij odcinek

Meteoryty – nieprzewidywalne dary niebios | prof. Szymon Kozłowski
Nr 274
1:09:08
1:09:08
Dodaj do ulubionych
Pobierz odcinek

Udostępnij odcinek

Ulubione

Przejdź do treści