Biolog ewolucyjny, pracuje w Instytucie Zootechniki – Państwowym Instytucie Badawczym. Zainteresowania badawcze: systematyka, filogeneza, filogeografia, ekologia molekularna, genetyka populacyjna bezkręgowców, ewolucja adaptacji fizjologicznych, wpływ pokrewieństwa na zachowania altruistyczne w populacji, wpływ mikrobioty na dostosowanie osobnicze, wpływ ocieplenia klimatu na mikrobiom owadów.
Pszczoły mają super węch, dużo lepszy niż psy, dlatego były pomysły, żeby wykorzystywać je na lotniskach – mówi gość odcinka dr Michał Kolasa, biolog ewolucyjny z Instytutu Zootechniki – Państwowego Instytutu Badawczego. I to tylko pierwsza z szeregu zaskakujących informacji, jakie usłyszycie w tej rozmowie o tych niezwykłych owadach.
W Polsce żyje ponad 450 różnych ich gatunków, a większość z nich wcale nie żyje w ulach. Istnieją od jakichś 120 milionów lat. Mają znakomitą orientację w przestrzeni – Przyjmuje się, że efektywnie pszczoły wędrują do dwóch kilometrów od ula – podkreśla dr Kolasa.
Znane są z przede wszystkim życia społecznego i zdolności komunikacyjnych. – Rodzina pszczela to najlepiej działająca korporacja na świecie – ocenia biolog. Podobnie jak u mrówek, najmłodsze owady zajmują się opieką nad larwami. Z czasem pszczoła przyjmuje bardziej ryzykowne funkcje: może być magazynierką, czyli przyjmować zbiory od sióstr wylatujących poza ul, lub furażerką, czyli właśnie latać i zbierać nektar oraz pyłek. Są też pszczoły strażniczki i pszczoły opiekunki matki. Im mniej przed pszczołą życia, tym bardziej ryzykowne funkcje podejmuje.
Co ciekawe, matka wcale nie jest „królową” pszczelej rodziny. Nie rządzi. Jej jedynym zadaniem jest dużo jeść i składać dużo zapłodnionych jaj – w ulu matka składa dziennie więcej jaj, niż sama waży! Jeśli nie jest już w stanie spełniać swojej funkcji i na przykład składa jaja niezapłodnione, z których wylęgną się trutnie, „jej” pszczoły wyczuwają zmianę w zapachu i zaczynają szykować młode larwy, z których jedna zostanie nową matką, a starą detronizują bez sentymentów.
Fascynujące są zdolności komunikacyjne pszczół. Kiedy furażerka znajduje obiecujące źródło pokarmu, po powrocie do rodziny informuje o nim pozostałe robotnice. Jednym z języków jest ruch. Jeśli źródło pożywienia jest niedaleko, to pszczoła wykonuje tzw. taniec okrągły. Jej siostry wiedzą wtedy, że muszą polecieć na węch i znajdą coś pysznego. Jeżeli pożywienie znajduje się na tyle daleko, że nie da się go wywęszyć, to pszczoła tańczy inaczej. – One używają pozycji słońca względem ula i kąta między słońcem, ulem a pożytkiem, żeby przekazać informację, w którym kierunku lecieć i jak daleko lecieć – opowiada dr Kolasa. Owad lata po kształcie ósemki, a nachylenie toru lotu wobec plastra oraz częstotliwość kręcenia odwłokiem „mówią” innym pszczołom, w którym kierunku i jak daleko lecieć.
W odcinku usłyszycie fascynującą historię znalezienia barci, która ma prawie 1500 lat, a w środku idealnie zachowane pszczoły, dowiecie się też, dlaczego pszczołom najlepiej żyje się obecnie w miastach, co im zagraża, w jaki sposób podejmują decyzję, gdzie zamieszkać oraz dlaczego mają predyspozycje do disnejowskich historii.
TRANSKRYPCJA
Karolina Głowacka: W studiu Radia Naukowego dr Michał Kolasa. Dzień dobry.
Michał Kolasa: Dzień dobry.
K.G.: Biolog ewolucyjny zajmujący się aktualnie pszczołami. Instytut Zootechniki –Państwowy Instytut Badawczy. Przed nami dwa solidne, duże tematy: pszczoły jako takie, ich niesamowite funkcjonowanie społeczne, ich ewolucja, a także wpływ człowieka na pszczoły właśnie. Od razu wam powiem, że nasz gość ma do dyspozycji, do badań, bardzo cenną starą barć. Ta barć ma grubo ponad 1000 lat, prawda?
M.K.: No prawie półtora.
K.G.: Prawie półtora. I wrócimy do tego, ale zaczniemy od takiego zapoznania się z pszczołami. Jak one są stare ewolucyjnie?
M.K.: Przyjmuje się, że jakieś 120 milionów lat, prawda. W kredzie nastała ta największa kampania reklamowa, jakim było wytworzenie kwiatów i zapylaczy. Pierwszymi zapylaczami były w ogóle chrząszcze, które obgryzały pyłek i go zjadały, a potem…
K.G.: A co nie przejadły, to przeniosły.
M.K.: Tak, dokładnie. No bo ja jestem biologiem ewolucyjnym, więc dobrze jest w ogóle myśleć w takich koncepcjach: życie lubi być oszczędne energetycznie. Więc jak ma się naprodukować strasznie dużo gamet, które wiatr rozniesie, część wpadnie tam, gdzie ma, a część nie, to może lepiej zainwestować w coś, co… Wynająć po prostu podwykonawcę, który to zrobi za nas. I tak powstały pszczoły, które wyewoluowały z mięsożernych swoich przodków.
K.G.: Czyli takich, które się żywiły takimi jakimiś trupkami, tak? Padlinożercami?
M.K.: Jak popatrzymy na osy czy szerszenie, to one są mięsożerne.
K.G.: Jak widzę szerszenia, to totalnie wiem, że on jest mięsożerny i chce mnie zjeść.
M.K.: Ale dlaczego? Trzmiel jest niewiele mniejszy, a jest roślinożerny. Jest gatunek pszczoły Apis dorsata, który jest niewiele mniejszy od szerszenia i też jest groźnie wyglądający, a też jest roślinożerny.
K.G.: Trzmiela się nie boję, a szerszenia bardzo. Dlaczego?
M.K.: A bo to podejrzewam, że jak się widzi człowieka z nadwagą, to się wydaje, że on jest taki wesolutki. Trzmiel to jest taka właśnie pszczoła z nadwagą urocza.
K.G.: Dobrze, to następnym razem, jak będę widziała szerszenia, to zamiast panikować, będę myślała sobie, że to jest atleta.
M.K.: Tak, dokładnie. Zresztą szerszenie i osy są bardzo pożyteczne. Jeżeli myślimy o ograniczeniu pestycydów i bardziej zrównoważonym rolnictwie, to osy i szerszenie są naszymi sprzymierzeńcami.
K.G.: O tym też będziemy mówić. Jak bardzo zróżnicowane są pszczoły? Bo nasze wyobrażenia są, no powiem to: pszczółka Maja oraz po prostu pszczoła miodna. Tymczasem jak to wygląda?
M.K.: Tutaj mogę mieć niepełne dane, bo to jest bardzo dynamiczne. Jeżeli dobrze kojarzę, to w Polsce jest około 450 gatunków pszczół. No i to też pytanie, jak rozróżniamy pszczoły. No bo pszczoły to też są w Polsce trzmiele, pszczoły miodne, murarki ogrodowe.
K.G.: Trzmiele to też pszczoły?
M.K.: Tak, to jest grupa taksonomiczna Apida. A ja zajmuję się generalnie pszczołami koszyczkowymi, czyli po angielsku to jest corbiculate bees i to są właśnie pszczoły miodne, trzmiele, pszczoły bezżądłe i tam jeszcze coś, co nazywa się po angielsku orchid bees, ale one są niesocjalne, więc są trochę nudniejsze dla mnie.
K.G.: A wszystkie żyją w ulach?
M.K.: Oj nie! Zdecydowanie 99,9% pszczół nie żyje w ulach.
K.G.: To jak żyje taka samotna pszczoła?
M.K.: Na przykład pszczoły, które są bardzo popularne i często trzymane przez ludzi w miastach, czyli murarki ogrodowe, zakładają gniazda w trzcinach czy tam kiedyś w murach. Trzmiele w zależności od gatunku. Trzmiel ziemny zamieszkuje nory po nornicach albo myszach. Trzmiel kamiennik jakieś tam właśnie, teraz to mogą być jakieś dziury w tarasach i tak dalej. Trzmiele parkowe: drzewa, stare dziuple, budki lęgowe ptaków, więc to jakby każdy gatunek może jakąś swoją niszę zagospodarować. I pszczoły w ogóle, podobnie jak chrząszcze, świetnie sobie z tym radzą.
K.G.: Czyli mówisz, że 99% żyje samotniczo, czyli to, co tak fundamentalnie z pszczołami kojarzymy jako właśnie ten niezwykły organizm społeczny, to jest ultra rzadkość, tak?
M.K.: Powiedziałem, że 99% nie żyje w ulach. Natomiast zdecydowana większość pszczół jest samotnych. To są pszczoły, które same wychowują swoje potomstwo, nie tworzą tych aglomeracji, nie współpracują ze sobą w obrębie rodziny i tak przechodzą z pokolenia na pokolenie. Zresztą nawet jak zobaczymy na takie trzmiele czy pszczoły, to ich różne strategie ewolucyjne powodują to, że jedne wykorzystujemy do produkcji miodu, zapylania, pozyskiwania wosku, jadu i tak dalej. A drugie od jakiegoś czasu wykorzystujemy też w zapylaniu, bo one nie gromadzą zapasów na zimę.
K.G.: A taka rodzina pszczela jest duża? Jeśli pojawiają się właśnie młode, to ich jest dużo do opieki?
M.K.: Zazwyczaj w biologii, i to ja zawsze powtarzam dzieciakom, które przychodzą z wycieczkami szkolnymi, w biologii zawsze można, no może nie zawsze, ale w dużej części przypadków na pytanie można odpowiedzieć: to zależy. Więc jeżeli chodzi o pszczołę miodną, to zależy na jaki podgatunek patrzymy. Na przykład podgatunek naszej rodzimej pszczoły środkowoeuropejskiej tworzy mniejsze rodziny, tak 50-60 tysięcy osobników w szczycie sezonu. Natomiast pszczoła włoska to może być nawet 80 tysięcy.
K.G.: Porozmawiajmy o tych pszczołach, które w ulach żyją, no bo nie bez przyczyny tak bardzo nas fascynują, bo wydaje się, że to jest rzecz, która aż trudno zrozumieć, jak ewolucyjnie coś takiego mogło powstać, bo jest to niezwykłe. Jedna z patronek, Katarzyna, pyta, jak wyglądają poszczególne role pszczół w ulu, jak to się dzieje, że królowa rodzi się inna.
M.K.: To jest pytanie, które można podzielić na kilka kwestii. Zacznijmy może od tych roli w rodzinie. Pszczoły charakteryzuje coś, co się nazywa polietyzm wiekowy. Używając skrótu myślowego, można powiedzieć, że im pszczoła starsza, tym bardziej niebezpieczne zachowania, zadania będzie wykonywać. W praktyce to wygląda tak, że nawet nie chodzi tyle o wiek, co o przewidywaną długość życia. Czyli możemy mieć młodą pszczołę, ale która jest chora i która ma tą przewidywalną długość życia krótszą, ona zacznie wykonywać bardziej niebezpieczne zadania, takie jak furażerowanie, czyli zbieranie pożytku. Natomiast to wygląda tak, że młoda pszczoła się rodzi. Pierwsze, co robi, jak każde dobre dziecko, sprząta swój pokój, żeby matka mogła złożyć tam jaja. Przez pierwsze…
K.G.: Czyli robi miejsce po prostu, tak?
M.K.: Tak, robi miejsce, bo tam zostaje jakiś oprzęd, tam inne pszczoły też później tą komórkę wyściełają propolisem, dlatego im starszy plaster, tym jest ciemniejszy. Jak zobaczymy taki świeżo odbudowany plaster, tak zwany dziewiczy, to on jest w zależności od tego, akurat jaki jest pożytek, to może być biały albo żółty. Natomiast im więcej pokoleń pszczół przejdzie przez te plastry, tym on jest bardziej ciemny. I taka pszczoła przez pierwsze dwa tygodnie mniej więcej swojego życia pełni rolę ulowe, czyli po angielsku mówi się nursing bee. Jest opiekunką.
K.G.: Nianią jest.
M.K.: Jest nianią, dokładnie. Ma rozwinięte gruczoły gardzielowe w dziewiątym dniu życia. Produkuje mleczko pszczele, karmi młode larwy. Potem robi się z niej pszczoła magazynierka, gdzie odbiera pożytek od pszczół, które latają w teren. No a potem albo w zdecydowanej większości jest pszczołą furażerką, czyli tak jak mówiłem, zbiera nektar, albo jeżeli ma predyspozycje, to może zostać na przykład strażniczką. W międzyczasie część pszczół też jest świtą matki i opiekuje się matką, co też ma bardzo ważną funkcję w godzinie pszczelej.
K.G.: A co to znaczy, że się opiekuje? Jedzonko jej donosi czy jakoś ją myje, co jej robi?
M.K.: To też można podzielić na dwie części. Tak, to jest: karmią matkę. Matka musi bardzo dużo jeść, ponieważ ona dziennie składa więcej jaj niż sama waży, więc to jest ogromny wydatek energetyczny.
K.G.: To jak to jest w ogóle energetycznie skonstruowana ta istota? To w ogóle jak to jest możliwe? Jaki tam jest metabolizm? Niesamowite!
M.K.: To jest ideał matki Polki. Żartuję.
K.G.: Patrzyłam z pretensją teraz.
M.K.: Po angielsku mówi się, że to jest królowa. W Polsce mówi się, że to jest matka, co ma dużo więcej wspólnego z rzeczywistością, bo jej rolą jest tylko i wyłącznie składanie jaj i dawanie sygnału całej rodzinie, że ona jest w ulu, co też ma znaczenie. Więc właśnie te pszczoły, które się nią opiekują, to one ją karmią, one sprzątają po niej, bo żadna zdrowa pszczoła nie wypróżnia się w ulu, oprócz matki. I, co też ważne, one ją, można powiedzieć, że masują, a w praktyce to wygląda tak, że zlizują z niej substancję mateczną i rozprowadzają po całym ulu.
K.G.: Co to jest substancja mateczna?
M.K.: Substancja mateczna to jest taka mieszanina hormonów, która generalnie w rodzinie pszczelej mówi o tym, że matka jest i nie trzeba się denerwować. To trochę tak jakby prezydent miasta codziennie musiał każdemu z mieszkańców uścisnąć dłoń, że on jest i miasto funkcjonuje. Matce pszczelej to by było trudno zrobić, więc to wygląda tak, że właśnie pszczoły ze świty się nią opiekują i później przez trofalaksję, pszczoły nawzajem się karmią…
K.G.: Trofalaksję?
M.K.: Tak, to jest właśnie, można to nazwać takim słodkim pocałunkiem pszczoły. Po prostu wystawiają języczek i nawzajem się karmią.
K.G.: Tą substancją?
M.K.: Karmią się w ogóle nektarem, natomiast przy okazji rozchodzi się substancja mateczna. I to jest tak efektywne, że jeżeli osierocimy taką rodzinę, co się czasami zdarza w pasiece, to po trzech godzinach już cały ul… Mówi się, że pszczoły płaczą, bo one już czują, że tej matki nie ma. I co to znaczy, że one płaczą? Pszczoły mają gruczoł Nasonowa, umiejscowiony na odwłoku po, że tak powiem, brzusznej stronie. Gruczoły Nasonowa są odpowiedzialne za wytwarzanie feromonu alarmowego. Więc kiedy takiej matki nie ma, rodzina wpada w panikę, bo matka może gdzieś odleciała, może się zgubiła. Więc to, co pszczoły robią, gremialnie unoszą swoje odwłoki i intensywnie machają skrzydłami. I to brzmi trochę jak płacz. Więc starzy pszczelarze mówią, że pszczoły płaczą po matce.
K.G.: A co to ma spowodować, że tak machają tymi skrzydłami?
M.K.: To ma dać sygnał matce: tu jest twoja rodzina, wracaj.
K.G.: Czyli jest dźwiękowy sygnał taki?
M.K.: Nie, to jest feromonowy sygnał.
K.G.: A, jasne.
M.K.: Tak, to jest feromonowy sygnał. I co ciekawe, w naturze to zagęszczenie pszczół było dużo mniejsze. Teraz jest to dziedzina gospodarki, dosyć prężnie w Polsce się rozwijająca, i dochodzi do tego, że łączą się dwa efekty, kiedy mamy taką osieroconą rodzinę. Jedna, to jest właśnie płacz pszczół i wyrzucanie w powietrze tego hormonu. A druga, pszczelarze często mają uliki weselne. To są takie bardzo małe rodzinki, które służą tylko po to, żeby matka odbyła lot weselny, unasieniła się, bo taka matka jest wtedy dużo więcej warta. Jest takim zabezpieczeniem, że jak w jakiejś rodzinie coś się dzieje z matką, to można w bardzo łatwy sposób podmienić tą matkę bez zatrzymania czerwienia całej rodziny. I co się zdarza? Badania pokazują, że po locie weselnym nasienie trutni powoduje okresowe pogorszenie wzroku u młodej matki. Więc ona nic nie widzi i czuje ten feromon, więc ona często nie wraca do tego ula, do którego powinna. I taki ul bezmatkowy później się okazuje, że tam znikąd się bierze w ekspresowym tempie matka, która szybko czerwi. To jest właśnie efekt tego…
K.G.: Szybko czerwi?
M.K.: Tak. Przepraszam, ja tutaj będę mówił grypserą.
K.G.: Trochę sporo tej grypsery, tak.
M.K.: W ogóle grypsera pszczelarska jest pełna oksymoronów. Mamy dziewicze matki, czyli jest to pszczoła, młoda matka, która jeszcze nie odbyła lotu weselnego. Taka matka się wygryza, kilka dni ona dojrzewa, leci na lot weselny. Tam kopuluje z kilkunastoma nawet samcami, gdzie każdy z nich wierzy, że jest tym jedynym. To też jest bardzo ciekawe. Wraca i po kilku dniach zaczyna czerwić, czyli zaczyna składać jajka. I wtedy dopiero zaczyna pełnić swoją prawdziwą rolę w rodzinie.
K.G.: A w naturze, jak to bywało, kiedy taka królowa znikała, czy jak jest teraz, jeśli nie ma tego dużego zagęszczenia, to co się dzieje? Koniec gniazda?
M.K.: Nie. Pszczoły, rodzina pszczela, to jest w ogóle najlepiej działająca korporacja na świecie. Jakie są scenariusze, kiedy w rodzinie pszczelej dochodzi do wymiany matki pszczelej?
K.G.: Mhm. Te w naturze najbardziej.
M.K.: Wszystkie mają swoje odniesienie w naturze. Pierwsze to jest, kiedy pszczoły się roją. Czyli przychodzi maj, pszczoły mają naturalną tendencję do podziału rodziny, gdzie stara matka wylatuje z częścią pszczół, szukając nowego miejsca do życia. W starym ulu czy w barci czy w rodzinie generalnie, zostają założone mateczniki, czyli takie specjalne komórki, z których wygryzie się matka. Ich jest nawet kilkanaście, więc pierwsza matka, która się wygryzie, ma do podjęcia decyzję: czy zażądlić wszystkie swoje konkurentki i wtedy ona jest jedynowładczynią, czy wziąć kolejną część pszczół, odlecieć i następna w kolejce będzie miała tą samą decyzję do podjęcia. Dlatego w tej grypserze pszczelarskiej mamy pierwszy rój, to jest pierwak, później mamy drużak, trzeciak, czwartak.
K.G.: A jakie są argumenty dla takiej matki młodej, która się wykluła?
M.K.: I to jest bardzo ciekawe, to jest zagadnienie, które jeszcze na studiach magisterskich chciałem opracować, ale jakoś się nie złożyło, ponieważ od lat szuka się manifestacji konfliktu krewniaczego u pszczół. Co wynika z różnic w pokrewieństwie, to też możemy sobie zaraz o tym powiedzieć. Ja miałem kiedyś taką teorię, że młoda matka, ta, która się wygryza, ona w jakiś sposób wyczuwa, bo matki się komunikują. Mówi się, że młode matki jeszcze w mateczniku kwaczą. Nie będę udawał tego dźwięku, ale myślę, że można sprawdzić w internecie. Jak ja byłem młodym pszczelarzem i to słyszałem, to myślałem, że mam jakiegoś ptaka na pasiece, bo to jest tak głośny dźwięk. Więc te matki wydają z siebie sygnały dźwiękowe. I ja miałem taką teorię, że w zależności od tego, jak ona jest spokrewniona z następną matką w kolejce, to ona podejmuje decyzję, czy ją zażądlić, bo wtedy zwiększa prawdopodobieństwo przekazania swoich genów, czy bardziej z punktu widzenia ewolucyjnego opłaca jej się opuścić gniazdo z częścią robotnic i zostawić swoją na przykład pełną siostrę, bo wtedy jeszcze bardziej zwiększa prawdopodobieństwo przekazania swoich genów do następnego pokolenia.
K.G.: To też bardzo ciekawe, skąd to ona miałaby to wiedzieć.
M.K.: No i właśnie tutaj zapach, dźwięki. Więc to jest coś, co miałem taki pomysł do badania i pamiętam wielce czcigodnego pana profesora Wojciechowskiego, który bardzo się zainteresował tym pytaniem, ale nie było jakoś okazji, żeby tego zbadać. Ale kto wie, może jeszcze kiedyś mi się uda.
K.G.: Słuchają nas też studenci, więc myślę, że jest to dobry pomysł.
M.K.: Zapraszam.
K.G.: Można się odzywać do Michała Kolasy, na pewno pomoże. No dobrze, czyli mamy taki oto scenariusz: matka stara już poleciała ze swoimi robotnicami, młoda się wykluła. Załóżmy, że postanowiła zlikwidować pozostałe. I co się dzieje?
M.K.: No i to jest ten pierwszy scenariusz, kiedy może być nowa matka. I ona później… W pewnym momencie wszystkie scenariusze wyglądają tak samo. Ona leci na lot weselny, wraca, zaczyna czerwić i taka rodzina dalej się rozwija. Drugi scenariusz to jest tak zwana matka ratunkowa. Kiedy coś się stanie ze starą matką i nie jest to rojenie się. Współcześnie to wygląda tak, że pszczelarz może przez przypadek ją przygnieść podczas przeglądu, albo ona może spaść z plastra podczas przeglądu i ona już… Matka kiedy czerwi, nie może latać. Więc ona nie wróci do ula. Wtedy pszczoły właśnie wyczuwają, że jej nie ma, i one często na starym czerwiu, czyli na takim czerwiu, który jest starszy powiedzmy niż 8 godzin, one zaczynają karmić inaczej te larwy, żeby rozpocząć tę kaskadę zmian metylacyjnych, żeby wytworzyła się nowa matka. Pszczoły to też piękna disneyowska opowieść, bo z tego samego jaja może być księżniczka i matka albo robotnica. I to wszystko zależy od tego, jak one jadły przez pierwsze dni życia. Taka larwa, która ma być robotnicą, przez pierwszych kilka godzin jest karmiona mleczkiem pszczelim, natomiast później jest karmiona papką miodowo-pyłkową. Natomiast larwa, która ma być królową matką, jest karmiona tylko i wyłącznie mleczkiem pszczelim. I tam one mają ten sam zestaw genów, natomiast te geny są zupełnie inaczej czytane. I wynika z tego to, że (co też jest bardzo dobrą lekcją dla młodzieży), że to, co się je w krótkim odstępie czasu, bo tam powiedzmy przez 6 dni, decyduje, ile taka pszczoła będzie żyła. Bo matka pszczela może żyć nawet do 5 lat, natomiast robotnica w sezonie żyje 5 tygodni, a w czasie zimowli do pół roku. I ten przeskok, jeżeli chodzi o długowieczność, wynika tylko i wyłącznie z tego, co one jadły, no i oczywiście później historii życia.
K.G.: No i ekspresji genów, rozumiem.
M.K.: Tak, tak, no bo to jest… Mleczko pszczele powoduje zmiany metylacji DNA, czyli to, jak podlegają ekspresji geny. Czyli można powiedzieć w dużym uproszczeniu, że zarówno robotnica, jak i matka w swoim genomie mają tą samą instrukcję, natomiast na poziomie rozwoju u jednej czytamy te strony i tak składamy nasz organizm, a u drugiej czytamy te rozdziały i tak składamy nasz organizm.
K.G.: Czyli jeśli na przykład umrze albo się gdzieś zagubi królowa matka i przyzywały ją pszczoły, ona nie wróciła, to nie jest to koniec gniazda, tylko z tej puli, która jest larw, po prostu jakaś jest decyzja i jedna z nich zostaje… Jedna z nich czy więcej zostaje potencjalną…?
M.K.: Często więcej, bo to jest też takie, podobnie przy rojeniu, to jest takie zabezpieczenie, ponieważ lot weselny też jest niebezpieczny dla matki. Coś ją może zjeść. Może się źle unasienić, bo pogoda była zła, więc pszczoły właśnie zawsze trzymają ten backup. No i trzeci przypadek to jest tak zwana cicha wymiana. Kiedy matka już jest stara i nie spełnia już tak dobrze swojej funkcji, zaczyna na przykład, pszczelarze mówią „siać”, albo czerwić na trutowo.
K.G.: Co to znaczy „czerwić na trutowo”? Słabo, tak?
M.K.: Nie, zaczyna składać niezapłodnione jaja, z których wylęgną się trutnie, które są bezużyteczne.
K.G.: Trochę też ich trzeba, nie?
M.K.: Tak, ale ich jedyną funkcją… Trutnie to są tak naprawdę plemniki matki pszczelej, co znowu: kolejny oksymoron, prawda, jak matka może mieć plemniki? Natomiast trutnie to są dosłownie plemniki matki pszczelej, bo one są haploidalne, czyli mają tylko połowę zestawu genów i są w 100% spokrewnione z matką. I jak taka matka zaczyna czerwić na trutowo, no to zmienia się też jej zapach. To nie jest tak, że jest pszczoła księgowa, która chodzi i tam liczy, ile ona składa jaj i jakich, tylko zmienia się jej ten profil substancji matecznej. I pszczoły wtedy wychowują zazwyczaj pojedynczy matecznik, wychowany w idealnych warunkach cieplarnianych, bo ta matka ma być idealna. Praktyka pszczelarska pokazuje, że rzeczywiście jak pszczelarz ma dobrą matkę i następuje cicha wymiana, to nie kupuje od hodowcy nowej matki, on często ją zostawia, bo to będzie wymuskana, idealna matka.
K.G.: Czyli mamy taką sukcesję na miękko, można powiedzieć? Tak à propos tej korporacji.
M.K.: Na miękko, bo taka młoda matka wygryza się, leci na lot weselny i jak zaczyna składać jaja, to one po prostu przestają karmić tą starą. Więc z tym na miękko…
K.G.: To ile taka matka jest w stanie… Ja wiem, że zależy, ale chociaż jakąś skalę, ile jest w stanie nowych pszczół stworzyć, ile jaj jest w stanie złożyć przez te kilka lat?
M.K.: Oj, to musiałbym się pobawić w matematykę, ale to są… Jeżeli powiem, że ponad milion, to myślę, że się nie pomylę.
K.G.: Niesamowite to jest.
M.K.: Jeżeli słuchają nas jacyś młodzi słuchacze, to mogą sobie zrobić takie zadanie z matematyki. Pszczoła miodna w sezonie żyje 5 tygodni. Zaczynają, powiedzmy, swój start od 30 tysięcy, muszą osiągnąć 60 tysięcy. Wymieniają się w pełni co 5 tygodni, więc łatwo to można obliczyć.
K.G.: A te, które się, nie chcę powiedzieć „rodzą”, wykluwają na jesieni, żyją dłużej trochę, tak?
M.K.: Tutaj tylko dodam: o pszczołach mówi się, że się wygryzają. Oczywiście matka składa jaja i z jaja wykluwa się larwa, natomiast pszczoła się wygryza. Pszczoły przechodzą przeobrażenie zupełne podobnie jak motyle. Więc mówimy, że pszczoła się wygryza i wtedy jest już tym osobnikiem dorosłym.
K.G.: Skoro większość pszczół robotnic żyje tak krótko, to też jest kolejne pytanie od patronki, a potrafią w tak niesamowicie harmonijny sposób funkcjonować w roju, to czy wiadomo, czy wynika to z genetyki, czy w jakiś sposób jednak z procesu przekazywania informacji i uczenia się?
M.K.: Tak, pszczoły się uczą. To jest poznany fenomen. Na przykład starsze zbieraczki uczą młodsze, jak lądować na konkretnych kwiatkach.
K.G.: To jest problematyczne?
M.K.: To znowu musimy rozbić na dwie części. Pszczoły charakteryzuje tak zwana wierność kwiatowa. Jak pszczoły zaczną zbierać pożytek z jednego typu kwiatu, to zdarza się, że będą zbierały przez całe swoje życie tylko z tego kwiatu nektar albo pyłek. Natomiast różne kwiaty mają różną budowę. Nektarują w różnych porach dnia. Stąd na przykład na gryce pszczoły robią się agresywne, bo tam przed południem pożytek się urywa, mamy hektary gryki, nic innego.
K.G.: Co to jest pożytek?
M.K.: To jest zasób, bardzo przepraszam, że tak mówię.
K.G.: Proszę, proszę, ja po prostu będę pilnować.
M.K.: Dziękuję. To jest zasób dostępnych zapasów dla pszczół. Czy to nektar, czy to pyłek. Mówimy, że wywozimy na pożytek rzepakowy, kiedy kwitnie rzepak, lipowy, kiedy kwitnie lipa, czy teraz nawet nawłociowy. Więc jeżeli pszczelarz ma pszczoły na pożytku gryczanym, to często te pszczoły są agresywne i są dwie teorie. Jedna mówi, że dlatego, że właśnie gryka nektaruje przed południem i w pewnym momencie się ucina i pszczoły są po prostu sfrustrowane, bo gdzie jest moje jedzenie? A druga to jest taka, że nektar gryczany ma w sobie pewne substancje, które moglibyśmy nazwać psychoaktywnymi dla pszczół. Więc są takie dwie teorie, które o tym mówią.
K.G.: Czyli uczą się.
M.K.: Tak, uczą się, jeżeli chodzi właśnie o kiedy nektarują, jak podlecieć do takiego pożytku. Też różne pszczoły z różnych populacji czy podgatunków mają zupełnie inny dialekt tańca. Do tego stopnia, że kiedy weźmiemy pszczołę, która pochodzi z jednej populacji, i przeszczepimy ją do innej, to ona będzie tańczyła tak, jak ją rodzice, powiedzmy, nauczyli i będzie wprowadzała te nowe pszczoły w błąd.
K.G.: To porozmawiamy chwilę o tańcu pszczół, bo to jest rzecz, którą myślę, że większość z nas gdzieś tam o tym słyszała. Rozumiem, że one są w stanie przekazać informację tymże tańcem, że hej, tam jest Eldorado, trzeba polecieć tam i tam, jest dużo na przykład właśnie kwiatów. Jak precyzyjne informacje taka pszczoła jest w stanie przekazać, jeśli chodzi o nie wiem, o odległość czy o również rodzaj tych kwiatów czy kierunek? Co jest w stanie przekazać tym tańcem?
M.K.: To wygląda tak, że wylatuje pszczoła zwiadowczyni, która ma za zadanie znaleźć właśnie pożytek. Ona napełnia swój wol, czyli jej taki żołądek miodny, chyba po polsku byłoby. Ona napełnia nektarem ten swój wol, wraca do rodziny, daje spróbować ten nektar. Pszczoły muszą polubić ten nektar, żeby po niego poleciały. I wykonuje wtedy taniec. I ten taniec to jest odpowiednik naszego GPS-u. Ponieważ jak ja w terenie używam GPS-u, to on musi znaleźć co najmniej trzy satelity, żeby mi triangulację przeprowadzić, czy coś takiego, żeby mi powiedzieć, gdzie jestem. I pszczoły robią dokładnie to samo. One używają pozycji słońca względem ula i kąta między słońcem, ulem a pożytkiem, w którym są, żeby przekazać informację, w którym kierunku lecieć i jak daleko lecieć. Jeżeli to jest blisko, tam przyjmuje się chyba do 150 metrów, to one wykonują tzw. taniec okrągły. Wtedy to jest informacja dla pszczół: kieruj się węchem. Pszczoły mają super węch, dużo lepszy niż psy, dlatego były pomysły, żeby wykorzystywać je na lotniskach.
K.G.: Lepsze niż psy?
M.K.: Oczywiście.
K.G.: Przecież nawet te receptory by im się nie zmieściły w tych małych ciałkach.
M.K.: A tu proszę bardzo. Próbowano, i to z sukcesem, tylko to jest problem natury logistycznej. Stworzono takie kartridże. Pszczoły się świetnie uczą właśnie. Więc to co robiono: brano takie pszczoły z ula, mieszano cukier z wodą i z substancją, którą miały wyczuwać, i uczono je. Podstawiano im taki wacik nasiąknięty taką substancją i one wystawiały język. I one się nauczyły, że jak czują ten zapach, to mają wystawić język, bo będzie coś dobrego. I stworzono takie kartridże. Każda pszczoła była wyczulona na inną substancję. I taki kartridż przy pomocy bodaj podczerwieni wyczuwał, czy pszczoła wysuwa język. I był w stanie sprawdzić, czy, nie wiem, bomba, narkotyki się znajdują. Tylko że to jest problem, bo pszczoły żyją krótko. Więc co chwilę trzeba by było je uczyć.
K.G.: Czyli jeśli jest pożytek w odległości 150 metrów mniej więcej od ula, to komunikat jest: szukajcie same na węch?
M.K.: Tak.
K.G.: Poradzicie sobie, tak?
M.K.: Tak, to też jest ciekawe i od razu powiem: ja mówię 150 metrów, może się okazać, że różne populacje, różne podgatunki mają różny zakres, więc to wyjaśniam. Ale też były takie badania, które sugerowały, że pszczoły miodne, jak zbierają pożytek, to zachowują się jak seryjny morderca. Seryjny morderca nie zabija w otoczeniu swojego miejsca pobytu, żeby czasem go nie złapali. Więc pszczoła miodna robi dokładnie to samo. Ona nie zbiera za blisko, żeby jakiś szerszeń tam się czasem nie zorientował, że ej, tu jest ul. I oczywiście podejrzewam, że to jest atawizm, czyli coś, co pochodzi z ich historii ewolucyjnej, no bo teraz szerszenie nie muszą się bardzo napracować, żeby rozkminić, gdzie jest zgrupowanie pszczół, bo często na pasieczysku jest, nie wiem, 10-30 rodzin, więc…
K.G.: A jeśli dalej jest ów pożytek?
M.K.: To wtedy one wykonują tak zwany wiggle dance. One kręcą taką ósemkę i kąt nachylenia tej ósemki do dołu plastra to jest kąt… Dużo łatwiej to rozrysować.
K.G.: Ale dajemy radę, śmiało.
M.K.: Tak. Kąt nachylenia tej ósemki względem, powiedzmy, dna ula to jest kąt, jaki jest między słońcem, ulem i pożytkiem. I intensywność kręcenia tym odwłokiem przekazuje informację, jak on jest daleko.
K.G.: Ale jaka tam jest jednostka?
M.K.: Uderzenie odwłokiem?
K.G.: No tak, ale jakby… Ja wiem, nie jestem pszczołą, ale próbuję sobie jakoś to wyobrazić, że jak daleko mogą przekazać informacje, że nie wiem, do pięciuset metrów czy coś takiego.
M.K.: Przyjmuje się, że efektywnie pszczoły wędrują do dwóch kilometrów od ula.
K.G.: To jest kawał drogi!
M.K.: Efektywnie. Jeżeli jest na przykład ubogi pożytek pyłkowy, a to ma duże znaczenie, ponieważ wiemy, że bioróżnorodność tego pyłku ma wpływ na ich kondycję systemu odpornościowego, to one potrafią latać dalej po pyłek. Jeżeli są na, nie wiem, jakichś polach rzepaku albo, nie daj Boże, i to współczuję tym pszczołom, jeżeli są na uprawach migdałów w Kalifornii, gdzie tam pszczoły po prostu umierają milionami.
K.G.: A czemu tak jest? Dlaczego te akurat są problematyczne uprawy?
M.K.: Ponieważ tutaj wchodzimy w to, jak wygląda kultura pszczelarska w Polsce, gdzie to moglibyśmy zrobić trzy podcasty osobne na temat tego, skąd się to wzięło i jakie jest podejście do pszczół w Polsce. Przypominam tylko, że w kulturze polskiej są tylko dwa zwierzęta, które umierają. Jakiś czas temu była bardzo popularna wypowiedź profesora Bralczyka, który powiedział to słowo na Z w stosunku do innych zwierząt i część ludzi się oburzyła, że pies też umiera. Natomiast w kulturze polskiej dwa zwierzęta umierają. Jeden to jest pszczoła miodna, a drugi gatunek to jest koń. Ponieważ historycznie to są zwierzęta, od których zależało życie często rodziny. I to zaraz możemy przy barci opowiedzieć też. U nas w kulturze powiedzmy słowiańskiej pszczoła ma bardzo szczególne miejsce jako zwierzę użytkowe. Natomiast w Stanach te pszczoły to jest po prostu biznes. Tam nie trzeba mieć żadnego doświadczenia, tam często ludzi się zatrudnia, oni chodzą w takich skafandrach kosmicznych przy tych pszczołach. I tam pszczelarze głównie żyją z zapylania. Tam miód jeżeli jest, to jest produkt uboczny, oni dostają od wielkich rolników pieniądze za usługę zapylania upraw. I jedną z takich usług to są ogromne połacie migdałów w Kalifornii, gdzie pszczoły są właśnie zostawiane. Tam jest bardzo uboga dieta. No tak, jak mielibyśmy wyżyć na samym ryżu.
K.G.: Czyli one z wycieńczenia po prostu umierają.
M.K.: Bardziej z monodiety, no to tak jakbyś jadła samą rzodkiewkę. Nawet jeżeli lubisz rzodkiewkę, no to jak długo mogłabyś na niej przeżyć, prawda? Więc te pszczoły po prostu tam umierają z monodiety, z wycieńczenia, tam pewnie dochodzi też chemizacja i tak dalej, dlatego…
K.G.: Dwa kilometry mówisz, efektywnie.
M.K.: Tak.
K.G.: Czy wiemy, jak one nawigują?
M.K.: One używają, podobnie zresztą jak trzmiele, często używają jakichś charakterystycznych…
K.G.: Krajobrazowych znaków?
M.K.: Tak, obiektów. Ale na przykład przy wodzie już im się to trochę miesza, ponieważ pszczoła też ma licznik przebytej trasy wbudowany w swoje oko. To, jak szybko jej się zmienia obraz, ona jest w stanie powiedzieć, jak daleko leci. I robiono takie badania, gdzie właśnie pożytek był bardzo niedaleko, ale pszczołę przepuszczano przez taką rurkę ze spiralą namalowaną. I jej ten licznik wtedy się mieszał i ona przekazywała kompletnie…
K.G.: Myślała, że jest dalej.
M.K.: Tak, kompletnie złą informację o tym pszczołom i pewnie została później ukarana przez inne zbieraczki. Gdzie ty nas w ogóle wysłałaś, stara?
K.G.: Ale jak została ukarana?
M.K.: Nie no, śmieje się oczywiście.
K.G.: Okej, bo to…
M.K.: Chociaż to też by było ciekawe.
K.G.: Korporacja to korporacja, no to tam powinny być jakieś ewentualne sankcje. A te szerszenie, relacje między szerszeniami a pszczołami, no bo tak się pojawiają te szerszenie. To co te szerszenie chcą od pszczół?
M.K.: Mięska. To jest to, o czym rozmawialiśmy wcześniej.
K.G.: Przylatują na polowanie po prostu.
M.K.: Tak, one przylatują na polowanie. I z tymi naszymi rodzimymi szerszeniami generalnie nie ma problemu. Ja kilkukrotnie miałem taką okazję, kiedy miałem otwarty ul i coś tam pracowałem, i szerszeń podleciał do otwartego ula. I pszczoły dosłownie się wtedy zjeżyły jak grzbiet kota. Więc one też wyczuwają, moim zdaniem, że to jest szerszeń. Natomiast taki szerszeń zazwyczaj, on często wyłapuje pszczoły, które wlatują przez wylotek do wejścia. Zabierze kilka i dziękuję bardzo. Te inwazyjne gatunki mogą być większym problemem.
K.G.: No bo jest coś takiego, że jak już taki szerszeń rozochoci się za bardzo i wejdzie do ula, to one go ugotują przecież.
M.K.: Też nie zawsze, ponieważ to jest historia o ewolucji drapieżników, prawda? To jest zupełnie inna historia. Tak, są takie, to są filmiki, które są, i książki, bo to jest tak bardzo dobrze pokazane. Pszczoły mają bodajże o dwa stopnie większą tolerancję na gorąco, więc one okłębiają go, zwiększają temperaturę przez ruch mięśni i on po prostu… Ścina się białko w nim i on umiera. Natomiast szerszeń jest takim przykładem, ale każdy, kto ma pasiekę, wie, że w zimie wszelkie gryzonie to jest dopiero problem. Ponieważ taki gryzoń wchodzi sobie przez wlotek, no i ma tak: cieplutko, bo pszczoły utrzymują stałą temperaturę przez zimę. Nie 35 stopni tak jak w sezonie, ale jednak plus kilkanaście. Miód, pyłek, pszczoły. I to jest problem. Ja ile razy znalazłem gniazdo w zatworze takim. Gniazdo pszczele na zimę się zwęża, żeby one miały mniejszą kubaturę do ogrzania. I ja akurat używam słomianych zatworów, bo są bardzo dobre w dezynfekcji ogniem. Ale właśnie to jest też idealne miejsce, że tam jakiś gryzoń może sobie wejść, wygryźć sobie w tej słomie gniazdko i sobie tam, jak tylko ma ochotę, to sobie idzie na przekąskę do pszczół.
K.G.: No ale przecież pszczoły mają swoje żądła i mogą go pogonić.
M.K.: Widziałem jakieś tam zdjęcia, gdzie właśnie zdarzyło się, że pszczoły gryzonia nie dość, że zażądliły, to później jeszcze pokryły go propolisem, więc on został zmumifikowany. Ale nie, to zazwyczaj tak wygląda, że taki gryzoń powoduje straty. Pszczoły są zestresowane, więc łatwiej umierają w ciągu zimy. I taka rodzina jest generalnie słabsza na wiosnę. Ale często przeżywa.
K.G.: Jeszcze do tej komunikacji chciałam skończyć, bo też jeden z patronów, Łukasz, pyta o to, w jaki sposób taniec jako komunikacja funkcjonuje? No bo jest taka pszczoła i ona tańczy w pobliżu innych pszczół, to jak to dociera do tych dalszych w tłumie?
M.K.: Nie, nie, to nie jest tak, że ten taniec rozchodzi się po całej rodzinie. Tutaj przede wszystkim oczywista rzecz, jak się o niej powie: w ulu jest ciemno. Stąd ten taniec, to nawet nie chodzi o to, że to jest…
K.G.: To nie jest takie oczywiste, bo my jesteśmy nauczeni obrazów z filmów przyrodniczych i tam wszystko widać!
M.K.: Tak, i tam wszystko widać elegancko, a to nawet nie chodzi o to, jak widać, jak ona tańczy, tylko jakie wibracje ona przekazuje przez plaster. To też musi być odpowiedni fragment plastra, żeby te wibracje się dobrze rozchodziły. Tam oczywiście wosk ma swoje właściwości, jeżeli chodzi powiedzmy o rozchodzenie się tych wibracji. I to nie jest tak, że jedna pszczoła tańczy w ulu naraz. To są dziesiątki pszczół, które tańczą symultanicznie, więc jest tak, że jest pszczoła i wokół niej jest gromadka pszczół. I one najpierw, tak jak mówiłem, muszą spróbować tego pożytku i ona przekazuje im wtedy informację.
K.G.: Jak mogła przebiec ewolucja tak złożonego systemu, takiej korporacji?
M.K.: Jest taka książka, która nazywa się „Fenomen pszczół miodnych”, polecam. I tam jest napisane, że to jest model, który jest skazany na sukces.
K.G.: No ale jak już jest gotowy! A jak był budowany, to aż trudno sobie wyobrazić te pojedyncze elementy.
M.K.: No tak, jak widzimy taką rodzinę pszczelą, to aż kusi, żeby powiedzieć, że to jest inteligentny projekt, bo tam rzeczywiście wszystko funkcjonuje. Natomiast jak w każdym przypadku biologicznych tworów, mamy miliony lat ewolucji, przeżywają tylko te najbardziej dostosowane. Ale zdarzają się też wady, prawda? No nie jest to idealny organizm. Jest bardzo dobrze przystosowany i zaadaptowany, ale jednak stąd śmiem twierdzić, że w naturze śmiertelność rodzin pszczelich wynosiła 70-80%. Więc dla nas to jest fenomen, ale one żeby przetrwać, musiały być tak dobrze zaadaptowane.
K.G.: Jest takie klasyczne pytanie, kiedy rozmawia się właśnie o pszczołach żyjących społecznie. Czy my mamy do czynienia w pewnym sensie z jednym organizmem, którego pojedyncze pszczoły są w uproszczeniu pojedynczymi komórkami? Czy z czym my mamy do czynienia w zasadzie?
M.K.: No, to jest bardzo dobre pytanie i w zależności od tego, kto słucha, to można obrazić albo jedną, albo drugą stronę.
K.G.: Obraźmy obie!
M.K.: Obraźmy obie, tak. To jest dobry trop. Ponieważ rzeczywiście rodzinę pszczelą można traktować jako superorganizm. I wtedy, co ciekawe, to już nie jest owad, tylko to jest ssak.
K.G.: Okej!
M.K.: Oczywiście jest to swego rodzaju przenośnia, bo nie ma kręgów szyjnych, więc nie będzie miał siedem kręgów szyjnych, prawda? Ale jeżeli popatrzymy na cechy ssaków: stała temperatura ciała, mała liczba potomstwa w ciągu roku.
K.G.: Jak mała?
M.K.: Jeżeli patrzymy na rodzinę, to rodzina produkuje 3-4 rodziny. Karmienie potomstwa pokarmem programowanym, mleko u ssaków, mleczko pszczele u pszczół. Można to tak ubrać, że to jest ssak, natomiast biolog ewolucyjny powie, że to wszystko zależy od tego, jak działa dobór. Czy dobór działa na całą rodzinę, czy dobór działa na pojedyncze jednostki.
K.G.: A dobór działa na całą rodzinę, czy dobór działa na pojedyncze jednostki?
M.K.: No to też zależy, jak na to spojrzymy.
K.G.: Nie, no tak nie można.
M.K.: Jak rodzina umrze, no to działa na wszystkie jednostki, prawda? Ale właśnie jeżeli matka słabo czerwi i pszczoły ją wymienią, to dostosowanie tej matki jest stosunkowo niewielkie, czy adaptacja. Natomiast to, że ona przekazuje, bo jej córka zostaje wychowana na nową matkę, no to jednak jej geny są do następnego pokolenia, ale to już będzie zupełnie inna rodzina, bo ta matka zostanie unasieniona przez inne trutnie i tak dalej, i tak dalej.
K.G.: A kto w takim ulu podejmuje decyzje? Czy właśnie można powiedzieć, że pojedyncza pszczoła jest jakimś podmiotem czy nie? Bo to się też wiąże z takim pytaniem też pani Agaty, dlaczego pszczoła miodna po urządzeniu ginie? I tutaj na grupie patronów rozwinęła się dyskusja, że a po co ma żyć, skoro jest tylko takim jakby trybikiem, tak? I niech tam wciśnie swoim odwłokiem tyle tego jadu, ile się da. To nie ma znaczenia, czy ona będzie żyła, czy nie.
M.K.: A mogę użyć mojej standardowej odpowiedzi, że to zależy? Zależy w jakiej sytuacji. Bo na przykład scenariusz numer jeden. Pszczoły się wyroiły. I to wygląda tak: stara matka wychodzi z częścią pszczół, wiążą się, czyli osiedlają zazwyczaj jakąś gałąź blisko, i zaczyna się poszukiwanie nowego miejsca. I jest ten kłąb, gdzie jest ta matka, i zwiadowczynie zaczynają szukać w terenie, gdzie tam jest w odpowiednim oddaleniu od starej rodziny, żeby nie konkurować za bardzo ze sobą, prawda? I one szukają. I my wiemy, jakie pszczoły mają predyspozycje, powiedzmy od 4 do 6 metrów wzwyż, kubatura tam od 25 do 40 litrów, dobrze by była, jakby wcześniej tam rodzina pszczela żyła, one bardzo to lubią. I taka zwiadowczyni tak mierzy to miejsce potencjalne, że ona krokami mierzy, jest w stanie obliczyć, jaka jest objętość tego gniazda. I ona tą informację przekazuje na tym kłębie przez taniec. I dochodzi do głosowania. Pszczoły głosują, w które miejsce lecą, bo jedna znajdzie tu miejsce, druga znajdzie gdzie indziej. I one głosują.
K.G.: Jak głosują?
M.K.: No właśnie nie do końca wiemy. Ale wiemy, że tam dochodzi do, przez taniec, do przekazywania tej informacji. I w momencie, kiedy zbierze się odpowiednie kworum, większość, taki rój rozgrzewa się do temperatury bodajże 35 stopni i pszczoły wtedy wybuchają i lecą w to miejsce. I te pszczoły, które…
K.G.: A co z matką?
M.K.: No ona leci. To też jest bardzo ciekawe, nie wspomniałem o tym wcześniej, bo pszczoły przed rojeniem są bardzo dobre dla matki. One ją dobrze karmią, czyszczą, żeby ona złożyła tylko te jaja w tej miseczce matecznikowej. Bo taka matka, ona nie chce się roić. Ona przeżyła już jeden sezon, co jest wielkim wyczynem. Ona przeżyła lot godowy.
K.G.: Czyli zmęczona już jest życiem!
M.K.: Ona chce mieć święty spokój, ona sobie tu będzie siedzieć, czerwić. Pszczoły się nią opiekują, jest wszystko w porządku. Więc ona nie chce. Więc to, co robią pszczoły: one są na początku dla niej milutkie. Kiedy ona złoży już odpowiednią liczbę jaj w miseczkach matecznikowych, czyli w takich komórkach przygotowanych do rozwoju matek, one mówią: no to teraz masz dietę pudełkową i my cię jeszcze gonimy po plastrze i podgryzamy, żebyś ty schudła, żebyś mogła znowu latać. Czasami się zdarzy, że odgryzą jej nogę przy tym.
K.G.: Żeby co? Lżejsza była? Nie no, wypadek jednak.
M.K.: Nie no, jak nie pobije rekordu na setkę, to… To jest właśnie to, co mówiłem wcześniej. Królowa: absolutnie nie. Bo ona nie ma tam żadnej decyzyjności. Ona ma funkcję do spełnienia. Jak matka nie jest idealna, jest wymieniana moment. Na przykład odchodząc jeszcze na lekkie off-top. To, czy matka ma złożyć zapłodnione jajo, z którego wykluje się robotnica lub też matka czy truteń, zależy od tego, jaki mamy rozmiar komórki. Matka ten rozmiar komórki mierzy przednimi odnóżami. Jak jest szeroko, niezapłodnione jajo, truteń, dziękuję. Jak jest wąsko, robotnica. Problem pojawia się wtedy, kiedy coś jej się stanie z przednią kończyną. Bo ona wtedy nawet jak…
K.G.: Miarka jej się psuje.
M.K.: Miarka jej się psuje i ona nawet jak ma wąską komórkę, to składa jajo niezapłodnione. I co takie pszczoły wtedy robią? Nie ma litości, że to nasza kochana matka. Cicha wymiana. Więc wracając do komunikacji i decyzyjności w rodzinie, no to tu mamy demokrację. Natomiast w ulu nie do końca wiadomo, bo robotnice często mają różnych ojców, więc wydawało się, że właśnie na jakichś etapach powinien zachodzić konflikt krewniaczy. I wiemy, że jest fluktuacja, jeżeli chodzi o to, który z tatusiów w danym momencie sezonu jest ojcem większości robotnic. Natomiast nic takiego nie obserwujemy. Więc wydaje się, że po prostu każda pszczoła, chociaż to też by była przesada, one po prostu mają wiedzieć, co mają robić, chociaż pszczoły też do pewnego stopnia mają swoją osobowość, bo są też pszczoły, które udają, że coś robią, a wcale nie robią.
K.G.: Naprawdę? Pojedyncza taka pszczoła potrafi tak udawać?
M.K.: Tak. I czasami to spełnia swoją funkcję, bo pszczoły przed rojeniem, jak pszczelarz otwiera ul przed rojeniem, to pierwsze, co zaobserwuje, to że na skrajach rodziny są pszczoły, które nic nie robią. Bo to są pszczoły, które się oszczędzają, bo wiedzą, że będą musiały się zaraz wyroić.
K.G.: To nie jest lenistwo, tylko plan!
M.K.: Ja też używam tego argumentu w domu, jak mi się nie chce sprzątać.
K.G.: Ale czy jesteś w jakikolwiek w stanie sposób powiedzieć, co robi jedna konkretna pszczoła? Chyba się jakoś je znakuje też, nie?
M.K.: Tak, można znakować i właśnie stąd wiemy, że różne pszczoły na przykład mają różne preferencje co do temperatury. No bo przyjmuje się, że rodzina pszczela musi mieć te 35 stopni, jest stałocieplna, do wychowu czerwi. Ale okazuje się, że pszczoły mają preferencje do temperatury, w jakiej zostały wychowane. Więc jak u ludzi: część podkręca ten termostat, część włącza klimatyzację.
K.G.: A co jak jest za gorąco? Jak się zdarzają takie upały już hardkorowe?
M.K.: No to pszczoły są idealnie do tego przystosowane. Kiedy odwiedzilibyśmy pasiekę właśnie powiedzmy w sierpniu, to często w ciągu dnia widzimy takie, albo wieczorami bardziej, bo w ciągu dnia część pszczół jest w terenie, więc to nie jest problem. Po południu widzimy takie brody, które zwieszają się z wylotka. To jest właśnie część pszczół, które wychodzą z ula, żeby swoim metabolizmem nie ogrzewać za bardzo. Mamy aktywną wentylację. Pszczoły wentylują ul na wylotku.
K.G.: A właśnie ta architektura, nie ta ulowa robiona sztucznie, tylko ta naturalna robiona przez pszczoły, to ona jest, to też trudno sobie w ogóle jakoś zrozumieć, jak to działa, że to właśnie tam wentylacja działa i tak dalej, i tak dalej. Czy one jakieś jednak błędy czasami popełniają?
M.K.: Jeżeli pójdziemy do pasieki, to zobaczymy, że mamy albo ciepłą zabudowę, albo zimną zabudowę. Koniec kropka. Zimna zabudowa to jest wtedy, kiedy ramki ułożone są prostopadle do wlotka. Co ma swoje plusy, bo pszczoła jak wchodzi do ula, to może zdecydować, do którego plastra od razu iść. A ciepła zabudowa to jest, kiedy mamy ramki ustawione równolegle do wlotka.
K.G.: Ale ty mówisz o tej sztucznej.
M.K.: To mówię o tej sztucznej i tak wygląda, bo my jako ludzie lubimy mieć wszystko uporządkowane. Natomiast jak pozwoli się pszczołom samym budować, to one często takie robią jakieś eleczki, to wszystko jest takie pofalowane, bo to właśnie też służy temu, żeby była odpowiednia cyrkulacja powietrza i tak dalej, i tak dalej. Czy one popełniają błędy? Zależy, co rozumiesz, bo jeżeli chodzi o budowę plastrów, to pszczoły są świetnymi inżynierkami, bo one, jeżeli ktoś ma pasiekę, taki eksperyment można przeprowadzić, że wyjmuje się jedną ramkę, zamyka się ul i wraca się na przykład po pół godziny. To zobaczymy, że w międzyczasie pszczoły tworzą takie wianuszki jak akrobatki. I nie do końca wiadomo, czemu to robią, ale istnieje hipoteza, która mówi, że one swoimi ciałami odmierzają odległości, żeby wiedzieć, jak budować.
K.G.: A czemu ginie ta pszczoła miodna? Nie może być wielorazowa? Taka osa dziabnie i poleci dalej zadowolona.
M.K.: Bo widzisz, to wszystko wynika ze strategii ewolucyjnej pszczół. Jeżeli zobaczymy sobie trzmiele, które też są pszczołami, ale mogą żądlić wielokrotnie, mimo że są łagodne, jak zobaczymy sobie osy i szerszenie, to jak wygląda cykl życiowy taki ich kolonii? Bo nie nazwiemy tego rodziną. Na wiosnę z hibernacji budzi się młoda, zapłodniona królowa. Ona zakłada nowe gniazdo, wychowuje najpierw pierwsze pokolenie samotnie, dlatego pierwsze trzmiele na przykład, tak je obserwujemy w przyrodzie, one są mniejsze, bo to samotny rodzic wychowuje, i później te robotnice już przyjmują jej funkcję. Pod koniec sezonu, będę używał trzmieli jako przykładu. Pod koniec sezonu matka królowa wie, że ma stworzyć pokolenie królewskie, więc tworzy młode matki i samce. I co ciekawe, tutaj często dochodzi do konfliktu krewniaczego. Robotnice zabijają matkę trzmieli, bo będą bardziej spokrewnione ze swoimi synami niż byłyby ze swoimi braćmi. Więc to jest ten egoizm ewolucyjny. Więc ta pula osobników przez rok jest ograniczona i każdy osobnik jest, powiedzmy, na wagę złota. Dlatego one mogą żądlić wielokrotnie. Też pytanie, co jest największym przeciwnikiem ewolucyjnym takiego organizmu. Bo jak to wygląda u pszczół miodnych? Pszczoły miodne mają ciągłą zmianę osobników i jakkolwiek by to nie zabrzmiało, życie pojedynczego osobnika, o ile to nie jest matka, jest w stanie być poświęcone. Przyjmuje się, że pszczoły mogą żądlić tylko raz ssaki. Ponieważ nasza skóra tak wygląda, że pszczoła w żądle ma zadzior, robotnica, ona wbija ten harpun w skórę i kiedy próbuje odlecieć, no to część swojego ciała odrywa, zostaje żądło, zostaje gruczoł jadowy z mięśniami, które dalej pompują. Dlatego tak jest ważne, żeby szybko wyciągnąć żądło, i to nie robiąc z palców pęsetę, tylko żeby to zdrapać. Bo jak ściśniemy ten gruczoł jadowy, to sobie wpompujemy cały jad do środka. Natomiast matki pszczele mogą żądlić wielokrotnie, bo jeżeli one walczą ze sobą, no to by było bez sensu, gdyby miały jakieś takie strasznie duże zadziory.
K.G.: To ty jako biolog ewolucyjny przyparty do muru byś powiedział, że superorganizm czy nie? Możesz w procentach powiedzieć.
M.K.: Nie, nie, to już nie będę tak rozbijał. Mi się podoba ten model superorganizmu, ponieważ… Ja zawsze jak mówię jakieś prelekcje, to mówię jak dużo wspólnego ma człowiek z pszczołami i dlaczego to jest taka fascynacja i, nie boję się użyć tego słowa, miłość. Przynajmniej jeżeli chodzi o ludzi w stosunku do pszczół, bo nie wiem, czy pszczoły koniecznie kochają ludzi. Jesteśmy podobni łącznie z naszymi, według niektórych teorii, jak wyglądało nasze rozprzestrzenienie się, gdzie był początek naszego gatunku i tak dalej. Więc do mnie przemawia ten superorganizm, bo on pokazuje, jak różnymi ścieżkami możemy dojść do tego samego miejsca i jak to w sumie polega na dosyć podobnych rzeczach. Bo jak o tym pomyślimy, też jesteśmy tropikalnym gatunkiem. Na polu, pozdrawiam wszystkich krakusów.
K.G.: Tak, bo Michał przyjechał tutaj do studia w Warszawie z Krakowa, dziękujemy.
M.K.: Na polu nie zawsze jest komfortowe 25 stopni, prawda? Człowiek co zrobił? Ujarzmił ogień. Teraz mamy centralne ogrzewanie i to zupełnie inaczej wygląda. I pszczoły też są tropikalnym gatunkiem. One nie ujarzmiły ognia, ale one nauczyły się, że swoje gniazda trzeba budować w naszym rejonie w tych starych dziuplach, w barciach. I one wykorzystują siłę swoich mięśni do wytworzenia ciepła. Więc też są w stanie sobie regulować temperaturę swojego otoczenia, zupełnie jak człowiek. Więc do mnie przemawia trochę ta historia.
K.G.: Mi się podoba ten twist, że to jest superorganizm ssaczy. To już jest w ogóle najlepsze.
M.K.: Znamy te przykłady, jak to turkuć podjadek ma takie same adaptacje jak kret i tak dalej, więc to są te wszystkie konwergencje. Więc jakby to jest kolejny etap, tylko bardzo spektakularny.
K.G.: Oj tak, wiwat konwergencja. A co badacz taki jak ty może badać na Grenlandii? Bo byłeś tam niedawno.
M.K.: Tak, wróciłem bardzo niedawno z Grenlandii. Grenlandia to jest miejsce, które podlega bardzo intensywnym zmianom klimatycznym. Kiedy ja tam byłem teraz, został pobity niestety nowy rekord temperatury, 25,1 stopnia, co jest kompletną anomalią na północno-wschodniej Grenlandii. Jednocześnie ma dosyć ubogą entomofaunę, bo gatunków w tym miejscu, w którym ja byłem, czyli w dolinie Zackenberg, jest mniej gatunków wszystkich owadów niż samych pszczół w Polsce. Więc dużo łatwiej nam badać wszelkie możliwe fluktuacje, ale to, co interesuje mnie i moich współpracowników, to jest to, jak symbionty, bakteryjne przede wszystkim, mogą być takim rezerwuarem szybkiej adaptacji do zmieniającego się klimatu. To jest to, co my tam badamy. Ja akurat teraz skupiam się na badaniach trzmieli grenlandzkich i nasze badania pokazują, że trzmiele grenlandzkie nie mają jednego z symbiontów, który jest opisywany u absolutnie wszystkich innych trzmieli na całym świecie. I my chcemy teraz wiedzieć dlaczego. Najpierw musimy z całą stanowczością potwierdzić, że tak, na pewno jej tam nie ma. A potem jeżeli nie ma tej bakterii, to co przejęło jej funkcję albo dlaczego była zbędna. Więc to jest to, o czym ja zajmuję się na Grenlandii.
K.G.: No bo funkcję coś przejąć musiało.
M.K.: Tak. Zarówno pszczoły miodne, jak i trzmiele, jak i pszczoły bezżądłe i też inne gatunki owadów charakteryzuje coś, co nazywa się po angielsku core microbiome, czyli taka mikrobiota rdzeniowa. Kiedy spodziewamy się, że tam jest stały zestaw bakterii. Jeszcze do niedawna sądzono, że nie ma sensu tego w ogóle badać, no bo to jest związek, który trwa od 80 milionów lat, jest stały, zbadany, zapomnij. Natomiast zarówno to, co ja robię w moim projekcie, jak i też inni badacze na świecie pokazują, to jest to, że informacje genetyczne, jeżeli weźmiemy filogenomikę gospodarza, czyli pszczół, i tych bakterii, to one, to się tak ładnie mówi, nie są kongruentne, czyli nie pasują do siebie jak puzelek. Co świadczy o tym, że te symbionty, które rzeczywiście są od dawna, ale to jest ciągła wymiana partnera, to jest ciągły rozwód, małżeństwo, rozwód, małżeństwo. Więc to jest to, co ja badam. I też chcę znaleźć odpowiednie szczepy bakterii, żeby może wytypować, że jeżeli środowisko jest mokre, sezon jest krótki, to ta bakteria na przykład pozwala zwalczać patogeny grzybowe.
K.G.: Jeszcze o tej starej barci chciałam z tobą porozmawiać. Czy mogę powiedzieć, jaki dostałam prezent?
M.K.: Tak.
K.G.: Towarzyszy nam w tej rozmowie cały czas pszczoła, która żyła prawie półtora tysiąca lat temu. Jedną taką pszczółkę, która wygląda jakby, szczerze mówiąc, umarła naprawdę niedawno, bo widzę jej skrzydełka, widzę jej aparat gębowy, absolutnie świetnie zachowane odnóża. No niesamowicie, kapsuła czasu. Znaleźliście właśnie w starej barci, która ma blisko półtora tysiąca lat. Co to jest za historia?
M.K.: To jest bardzo ciekawa historia i to jest jeden z tych przykładów, kiedy nauka jest czasami bardziej jak sztuka niż nauka. I teraz oczywiście nie mam odpowiedniego głosu ani dykcji do ASMR-u, ale proponuję słuchaczom zamknąć oczy i sobie wyobrazić właśnie rok około 680, końcówka VII wieku naszej ery, południowo-wschodnie rubieże współczesnej Polski, przy rzece rośnie sobie dąb, tam jakiś słowiański prawdopodobnie bartnik wydział sobie barć, tam zamieszkały pszczoły i coś się stało. Ponieważ rodzina umarła, ale nie umarła z głodu, ani nie umarła dlatego, że coś się stało z matką, ale rodzina umarła, drzewo zarosło tą barć, czyli zasklepiło to wejście, które wydział człowiek.
K.G.: Dlaczego ona umarła? Bo jak tak na nią patrzę, na tę, która jest z nami na stole, no to zdrowo wygląda, tylko że nie żyje.
M.K.: Nie mamy pojęcia. Opowiadałem tą historię różnym pszczelarzom i to jest coś, co budzi właśnie ich fantazję. Niektórzy pszczelarze mówili, że tak, to był czas, kiedy, prawda, wędrówka ludów w Europie. Może ten bartnik zamaskował tą barć jakąś gliną i oni go później zabili i te pszczoły nie miały jak latać. Miał do nich wrócić, ale nie wrócił i one umarły. Podejrzewam, że nigdy się nie dowiemy. Wiemy mniej więcej, w jakim momencie sezonu pszczoły umarły. Wiemy, że miały zapasy jedzenia, więc z głodu nie umarły. Wiemy, że matka czerwiła, bo znaleźliśmy świetnie zachowany czerw. Gdyby ta rodzina pożyła pięć dni dłużej, to z tego by się wygryzły młode pszczoły. Nie mam pojęcia dlaczego. I podejrzewam, że nigdy się nie dowiemy, dlaczego ta rodzina umarła. To nie jest też tak, bo nie dokończyłem.
K.G.: Może ktoś dymem jakoś udusił, czy coś takiego.
M.K.: Nie, pszczoły są bardzo odporne na pożar. I tutaj mogę dodać taką historię. Pszczoły naturalnie miały dwóch największych wrogów. Niedźwiedź, dlatego pszczelarz chodzi ubrany do pasieki na jasno. Bo pszczoły ewolucyjnie nauczyły się, że żeby takiego misia zniechęcić, to trzeba atakować jego ciemne punkty, czyli nos i oczy. Dlatego pszczoły będą żądlić w ciemne miejsca naszego ubrania. I ogień, dlatego używamy w pasiekach dymu. I też taka ciekawostka, przez długi czas sądzono, że jak używamy dymu, to pszczoły objadają się miodem, bo wiedzą, że las się pali i trzeba będzie znaleźć nowe miejsce, więc ratują to, co najcenniejsze. To nie jest prawda, bo pszczoły nie uciekają z płonącego lasu. Natomiast współczesna hipoteza mówi, że takie pszczoły objadają się miodem, im jest wtedy ciężej użądlić, bo to jest tak, jak gdybyś najadła się sporego obiadu i próbowała robić skłon. To jest dokładnie ta sama analogia.
K.G.: Nieraz próbowałam, najpierw się najadłam, potem wyrzuty sumienie.
M.K.: One chyba nie mają wyrzutów sumienia. Nie powinny. Zwłaszcza, jak się żyje 5 tygodni. Natomiast takie pszczoły, które objedzą się miodem, okazuje się, że są dużo bardziej odporne na temperatury, więc one z siebie tworzą taką warstwę izolacyjną. I to jest coś, co obserwowaliśmy po pożarze katedry Notre Dame. Tam była pasieka i wszyscy myśleli, że te pszczoły się tam usmażyły. A po kilku dniach się okazało, że normalnie wylatują sobie z tych osmolonych uli. Więc nie znaleźliśmy żadnych dowodów na to, że to miałby być ogień albo dym. Nie dokończyłem historii. Mamy tą wydrążoną barć. Coś się dzieje z tym bartnikiem prawdopodobnie, drzewo zarasta i to drzewo wpada do wody. Wpada do rzeki, jest przykryte mułem czy kamieniami rzecznymi i półtora tysiąca lat później jest wydobyte wraz ze żwirem. Natomiast wiemy, że one się nie utopiły, bo w gnieździe nie znaleźliśmy żadnych glonów charakterystycznych dla mułu rzecznego.
K.G.: Czyli to barć już jakby zasklepiona się przewróciła?
M.K.: Tak.
K.G.: No to fantastyczne naprawdę.
M.K.: Tak i co ciekawe, badania radiowęglowe pokazały, że pszczoły w środku są około dwie dekady starsze niż ten ostatni przyrost tego drzewa. Więc one najpierw umarły i dopiero później drzewo je zarosło. Ale to kolejny mikrocud, że nic nie wyczyściło tej barci. Jak taka rodzina padnie, to to jest idealna pożywka dla wszelkiego rodzaju sprzątaczy leśnych. Bo tam mamy wosk, który jest wysokokaloryczny, mamy tam pyłek, mamy pszczoły, same pszczoły. Natomiast nic nie posprzątało tej rodziny, drzewo je zarosło, ono wpadło do rzeki i zostało znalezione, zakonserwowane w stu procentach.
K.G.: A to jak taka pszczoła pada, to ona się nie rozkłada w ogóle? Dwadzieścia lat tak leżały sobie?
M.K.: Jeżeli był odpowiedni mikroklimat, no bo zazwyczaj coś by je musiało zjeść. Zgnić nie zginie, to jest chityna, prawda? Wosk, o ile też nie jest zjedzony przez na przykład barciaka, czyli taką ćmę, to też nie ma powodu, żeby się z nim coś stało tak samemu z siebie, czy jakieś bakterie, czy coś tak dalej, więc to jest naprawdę… My mieliśmy dużo obaw, czy one na pewno są takie stare, ale jakby odhaczyliśmy kilka takich, użyję teraz pięknego polskiego słowa, checkpointów, które świadczą o tym, że to nie są współczesne pszczoły. Bo na początku myśleliśmy: no dobra, mamy wyniki radiowęglowe, to jest super. Ale gdybyśmy mieli wątpliwość, no bo na samym początku mieliśmy w ogóle samo drewno, więc pomyśleliśmy, że może ta barć stała przez dwa lata gdzieś i współczesne pszczoły tam po prostu wleciały i sobie stworzyły kolonię. Więc w pyłku znajdziemy współczesne rośliny. A potem zrobiliśmy badanie pyłkowe i okazało się, że tam nie ma śladu rośliny, która mogłaby być w jakikolwiek sposób powiązana z działalnością człowieka. Stąd wiemy, że one padły w szczycie sezonu, mniej więcej w tym okresie letnim, w jakim znajdujemy się teraz, bo większość pyłku to jest krwawnica, jest chaber prawdopodobnie łąkowy, jest trochę lipy, jakieś pojedyncze ziarna wrzosu i jakieś pojedyncze ziarna wierzby, która kwitnie wczesną wiosną, więc to jest coś, czego jeszcze nie zdążyły przejeść z końca sezonu.
K.G.: I to jest oczywisty skarb. I to robi wrażenie, myślę, na wszystkich. Ale na biologu ewolucyjnym, na tobie, twoim zespole, to jakie to robi wrażenie? To znaczy, jakie to generuje pytania? Czego się chcecie dowiedzieć dzięki tej kapsule?
M.K.: Pozwoli nam odpowiedzieć na różne pytania. Jestem bardzo szczęśliwy, bo udało nam się wyizolować DNA z tych pszczół. I dostałem informację w zeszłym tygodniu, że nasi współpracownicy w Niemczech będą sekwencjonować genom tych pszczół. To, co mnie najbardziej interesuje, bo jesteśmy grupą większości polskich naukowców, każdy z nas zajmuje się trochę czymś innym. Mamy świetnego botanika Artura Góreckiego, który właśnie rekonstruuje dietę tych pszczół, i mamy super zdjęcia z mikroskopu skaningowego, gdzie jesteśmy w stanie zweryfikować, czym one się żywiły. Jest Michał Filipiak, który zajmuje się ekologią stechiometryczną, i on bada skład pierwiastkowy tego pyłku, co nam pozwoli powiedzieć, czy na przykład ten pyłek był bardziej odżywczy niż ten współcześnie. Mamy Adama Tofilskiego, który zajmuje się morfometrią skrzydeł. Ja jestem biologiem molekularnym i ja używam narzędzi molekularnych. Natomiast jedną z takich metod, żeby powiedzieć, czy pszczoła jest zhybrydyzowana czy do jakiej linii ewolucyjnej należy, to bierze się takie skrzydełko, nanosi się 19 tzw. landmarków, punktów, i tam statystycznie się mierzy, z jakim prawdopodobieństwem ona wpada do danej linii ewolucyjnej. Więc to też zrobiliśmy. I to jest bardzo ciekawe, bo wychodzi, że to jest nasza pszczoła środkowoeuropejska. A miejsce, w którym została znaleziona ta barć, to jest mniej więcej idealnie w miejscu, gdzie taki niemiecki badacz Ruttner wyrysował granice zasięgu pszczoły środkowoeuropejskiej na północy i pszczoły ukraińskiej na południu. I my te pszczoły znaleźliśmy dokładnie na, mniej więcej na punkcie właśnie wyrysowanej przez Ruttnera. Ale po analizie morfometrycznej one z 97% prawdopodobieństwem wpadają w tą linię M, czyli środkowoeuropejskiej. To, co dla mnie jest ciekawe, to jest teraz sekwencjonowanie ich genomu i porównanie, nawet jeżeli nie złożymy go całego. Genom pszczoły jest mały, to jest około 250 milionów par zasad, ale to stare DNA jest bardzo pofragmentowane, więc niekoniecznie złożymy cały genom, ale duże fragmenty. I to, co ja bym chciał zrobić, to chciałbym porównać, jak te pszczoły sprzed półtora tysiąca lat są podobne do pszczół, które chronimy współcześnie. Czy widzimy różnice w adaptacyjności? Czy to, co chronimy, jest bardzo podobne? Czy trochę się różni? A jeżeli się różni, to dlaczego? Półtora tysiąca lat to jest kupa czasu, szczególnie jeżeli popatrzymy na to, jak samo pszczelarstwo, przechodząc przez bartnictwo, się zmieniło.
K.G.: To jest dużo dla takiej ewolucji? Którą raczej kojarzymy z takimi większymi jednostkami czasowymi.
M.K.: Ewolucja potrafi zajść bardzo szybko, szczególnie kiedy pomaga jej człowiek. I tu nie mówimy o ewolucji, ale właśnie wprowadzaniu genów charakterystycznych dla innych linii ewolucyjnych. Mamy na to dowody, wybitny badacz pszczół Jan Dzierżon, który odkrył właśnie, że trutnie rodzą się z niezapłodnionych jaj, za co dostał ekskomunikę, co dla proboszcza mogło być trochę bolesne, to on właśnie sprowadził pszczoły włoskie, które są żółte, skrzyżował je z naszymi i pokazał, że o ile pszczoły są różnokolorowe, to trutnie są jednokolorowe. No i on to zrobił tam w XIX wieku, więc mamy dowód już od tamtego czasu, że był ciągły napływ pszczół z innych rejonów. I to jest coś, z czym ja jako osoba, która zajmuje się też ochroną tych naszych lokalnych linii, się mierzymy. Jak efektywnie chronić nasze populacje, bo należy pamiętać, że pszczoła to nie jest byk. Trutnia nie uwiąże się na łańcuchu, żeby nie robił dzieci tam, gdzie nie trzeba. Trutnie z natury wędrują między rodzinami pszczelimi i wszędzie są wpuszczane, bo pszczołom też zależy na tej bioróżnorodności. I widzimy, że to jest coraz większy problem, hybrydyzacja pszczół. Bo gdyby to była hybrydyzacja, gdyby się okazało, że to nasze pradawne pszczoły to jest hybryda między pszczołą ukraińską a środkowoeuropejską, super. Konsensus jest taki, że była ta linia zasięgów, ta stara barć była znaleziona mniej więcej na przecięciu. Jeżeli są zhybrydyzowane, okej, między tymi dwoma liniami. Ale problem się pojawia, kiedy znajdujemy we współczesnych liniach allele charakterystyczne dla linii afrykańskich czy włoskich czy kaukaskich itd., itd.
K.G.: A jak ta barć się do was w ogóle dotarła? Kto to znalazł i pomyślał, żeby naukowcom dać?
M.K.: O, to jest bardzo ciekawa historia, bo my współpracujemy z Bractwem Bartnym, które właśnie zajmuje się tym, że… Nie chcę mówić „poluje”, ale wykonuje tytaniczną pracę: aktywnie szukają starych barci i przechowują je u siebie w muzeum w Augustowie, które polecam gorąco odwiedzić.
K.G.: Tyle razy byłam w Augustowie i nie wiedziałam, że jest takie muzeum!
M.K.: Co więcej, produkują bardzo dobry miód pitny. I to bardzo dobry pod tytułem światowej klasy. A to jest nasze dziedzictwo kulturowe, też nie ma się czego wstydzić. I mój doktorant Bartek Molasy, który jest wybitnym specjalistą właśnie od dziko żyjących pszczół miodnych, należąc do tej braci, dostał informację, że udało się pozyskać taką barć. Bo ona została tam wydobyta, przeszła jakąś drogę, w końcu ktoś stwierdził, że wystawi ją w internecie, na jednym z portali na sprzedaż.
K.G.: Jaka była cena?
M.K.: Nie wiem, czy mogę o tym mówić, ale powiem tak: podobno ktoś z Litwy chciał kupić za dużo większe pieniądze tą barć. Na szczęście ten człowiek, który ją sprzedawał, miał bardzo mądrą żonę, która mu powiedziała: niech to chociaż w Polsce zostanie. I tak trafiło to do Bractwa Bartnego i przez Bartka do naszego zespołu. I te próbki zostały zabezpieczone i dzięki temu mogliśmy…
K.G.: No dobra, chociaż skala.
M.K.: Nie wybitne pieniądze. To nie tak, że jak ktoś to sprzedał, to już nie musi się martwić o pracę nawet do końca miesiąca.
K.G.: Jak w ogóle wyglądała, czy wygląda do dziś, bo sam jesteś pszczelarzem i czujesz, że to lubisz, ta kultura bartnictwa wcześniej? To nasze jakieś tam współżycie, a niektórzy powiedzą „wykorzystywanie”, to też możemy o tym porozmawiać, z pszczołami trwa od lat. Jak to wyglądało dawniej, zanim wymyśliliśmy sobie właśnie te kratki i wszystko tak ładnie ułożone itd.? Jak to drzewiej bywało?
M.K.: To zależy. To zależy gdzie. Historia w ogóle pszczelarstwa, o ile tak można powiedzieć, jest prawie tak stara jak ludzkość. I mamy malowidła naskalne, które pokazują wtedy „gospodarkę”, gospodarka w cudzysłowie, rabunkową. Ludzie po prostu to, co się dzieje w Azji: zabierali pszczołom ich urobek i dziękuję. Potem ewoluowało to w stronę pszczelarstwa. I tutaj nie będę mówił o antyku, bo musielibyśmy gadać kolejne półtorej godziny, ale powiem, jak to wyglądało w średniowieczu. Ponieważ to jest bardzo ciekawe i to jest to, o czym mówiłem trochę wcześniej, że to rzutuje na kulturę pszczelarską w danych krajach. Przyjmuje się, że na linii Renu biegnie podział na to, jak obsługiwano pszczoły na wschodzie od Renu i na zachodzie od Renu. Zacznę od zachodu. Tam pszczoły trzymano w tak zwanych kuszkach. Co ciekawe, po angielsku to jest skep, który pochodzi od staronordyckiego skeppa, czyli koszyk. Bo to wygląda jak taki koszyk do góry dnem postawiony. I tam to dalej była gospodarka rabunkowa, bo takich kuszek było pełno. Jak pszczelarz chciał pozyskać miód, albo je siarkował, czyli podpalał siarkę pod nim i pszczoły po prostu umierały przez zagazowanie, albo je topił. I pszczoły się topiły, a on wybierał to, co chciał. Haniebne. Wszyscy się zgodzimy. Sprawa wyglądała zupełnie inaczej na wschód, czyli na naszych terenach, gdzie funkcjonowało bartnictwo. Ponieważ to, kiedy bartnik zbierał miód. Bartnik zbierał miód albo na wiosnę, kiedy wiedział, że to, co zostało pszczołom po zimie i wiedział, że one sobie nazbierają, więc nie ma problemu, albo wiedział, w którym… Pszczoły mają naturalną tendencję do gromadzenia zasobów od góry do dołu. Więc bartnik wiedział, w którym momencie może uciąć plaster miodu, żeby pszczoły przeżyły, a on mógł coś zebrać. Więc to jest jedna kwestia. Druga kwestia to jest to, że jeżeli każdy bartnik miał swój las bartny, drzewa bartne były oznaczone jego symbolem. I kiedy przyłapano takiego bartnika, takiego obcego bartnika, jak gmerał nie przy swojej barci, to zbierał się sąd i karą za to było rozcięcie brzucha, wyciągnięcie jelit, zawiązanie jelit wokół tego drzewa, przy którym gmerał, i on sobie tak chodził, dopóki nie umarł. Dlaczego?
K.G.: Co tak grubo?
M.K.: Bo musimy sobie uświadomić, jak miód i wosk, jak wiele one były warte. Tutaj przypomnę albo uświadomię, że drugim słowem w zapisanym języku słowiańskim było medos, które niektórzy interpretują jako miód, inni jako miód pitny. Bo kiedy jeden z bizantyjskich…
K.G.: A jak to było? Daj acz, ja pobruczę, ty poczywaj.
M.K.: No ale to już jest nie słowiańskie, tylko nasze polskie. Więc to od ogółu do szczegółu. Natomiast w połowie V wieku Prokopiusz z Cezarei, bodajże nazywał się dżentelmen, był elementem emisariuszy, którzy wtedy wędrowali z Bizancjum do Huna Attyli i przechodzili przez ziemię Słowian. I on opisał Słowian. Coś, co powiedziałbym bardzo grzeczne, bo mówił, że jesteśmy bardzo gościnni i traktujemy ludzi strawą. Stąd pierwsze słowo „strawa”. A po drugie, bardzo dużo u nas jest medos. Tylko nie wiadomo, czy chodzi mu o picie, czy chodzi mu o spożywanie. Bo nam dzisiaj, kiedy możemy iść do pierwszego lepszego sklepu kupić batonik, czekoladę, 3 kilo cukru bez problemu, trzcinowy, z buraka cukrowego, nie ma problemu, natomiast stąd też w wielu świętych księgach to zawsze była kraina mlekiem i miodem płynąca, ponieważ miód to była najsłodsza rzecz, jaka mogła być. I rzeczywiście, nie wchodząc w szczegóły, zarówno miód, jak i wosk, dochody z tego były bardzo duże. I to było bardzo ważne, więc nikt nie chciał, żeby go okraść.
K.G.: No i dla pszczół to jest okej, że człowiek tak się… No wszedł w relację z pszczołami, tak bym powiedziała.
M.K.: Nie wiem, bo nie pytałem pszczół, a nawet jak pytam, to mi nie odpowiadają, ale mogę podać kilka argumentów, dlaczego uważam, że to należy traktować jako pozytywną symbiozę bardziej niż gospodarkę rabunkową. Po pierwsze przeżywalność pszczół w naturze, takich dzikich rodzin pszczelich, zakładam, że 70-80% śmiertelności to na pewno. Stąd też ta siła witalna do rojenia się i do kolonizowania nowych miejsc. Tam po prostu…
K.G.: Nie ma czasu.
M.K.: Nie ma czasu. Jest duża presja selekcyjna, dużo z nas wymiera. Jak się okazało, że jesteś rok w stanie przetrwać, produkuj roje, bo to wychodzi na to, że masz to coś, co sprawi, że w tym siedlisku przetrwasz. Natomiast jeżeli chodzi o współczesne pszczelarstwo, straty 10 a 30% są akceptowalne. Więc widzimy, że ta opieka pszczelarza, jeżeli jest przeprowadzona dobrze, bo to też trzeba rozgraniczyć, dobre pszczelarstwo od niekoniecznie dobrego pszczelarstwa. Natomiast mój nauczyciel pszczelarstwa zawsze mi mówił: jesteś pszczelarzem, a nie miodziarzem. Pierwsze twoje zadanie to jest zaopiekować się pszczołami, miód masz przy okazji. I ja żyję według tej zasady. Druga sprawa to jest: pojedyncza rodzina pszczela na swoje potrzeby musi zużyć w ciągu sezonu około 100 kg miodu i dopiero to, co wyprodukuje ponadto, pszczelarz może zabrać. Ale to nie jest tak, że pszczelarz mówi: dobra, zabieram, na razie, widzimy się w przyszłym roku. Pszczelarz zabiera ten miód i dostarcza pszczołom rekompensatę. I to też nie zabiera całego miodu, bo jest taka zasada, jeżeli popatrzymy na współczesny ul, to wygląda trochę jak komoda z Ikei. To jest ul wielokorpusowy, na dole mamy rodnię, gdzie matka składa jaja, u góry mamy miodnię, gdzie pszczoły gromadzą miód. Odgrodzony kratą odgrodową, żeby matka nam nie zaczerwiła, bo nie chcemy mieć miodu z kawałkami larw. Więc to jest to, że pszczelarz zabiera tylko to, co jest w miodni, a pszczoły i tak w rodni mają swoje zapasy, więc to też nie jest tak, że zabieramy cały miód.
K.G.: No właśnie, tak przepraszam, wejdę w słowo, ale wydaje mi się, że taki jest odbiór, że się zabiera wszystko, a w zamian się daje tam jakieś syropy czy coś takiego.
M.K.: No i syropy dajemy, to jest…
K.G.: Ale zostawiacie im to, co jest im potrzebne? Tylko naddatek się zabiera?
M.K.: Zawsze pszczelarz, nawet jeżeli robi miodobranie, to jest zasada: pszczołom zawsze zostawia się tzw. żelazny zapas, czyli przyjmuje się np., że to są dwie skrajne ramki poszyte, czyli zasklepione, gdzie jest dojrzały miód, jedna ramka wielkopolska, to jakie rodzaje ramki, to jest inna kwestia, waży około 2 kg. Zawsze się mówi, że pszczołom się zostawia co najmniej 5 kg miodu, bo pogoda się może załamać i one muszą przeżyć. Natomiast to, co my robimy przed zimą, to rzeczywiście najpierw podkarmiamy pszczoły, bo to jest problem współczesnego pszczelarstwa, że w momencie, kiedy przestaje kwitnąć lipa, tradycyjnie się przyjmowało, że ostatnie miodobranie to jest 15 lipca, to kiedyś były jeszcze łąki pełne chwastów, gdzie pszczoły mogły sobie zbierać, był ten ciągły dopływ. Natomiast teraz tak: chemizacja rolnictwa, jak każdy kto zobaczy pole pszenicy, niech mi ktoś tam znajdzie chabra albo mak. Nie ma. Druga sprawa: nawłoć kanadyjska. Nawłoć inwazyjna, która kwitnie dopiero we wrześniu, a tu musimy sobie uświadomić, że od połowy lipca zaczyna się rodzić to pokolenie, które wejdzie w zimę. Czyli my chcemy, żeby tych pszczół było jak najwięcej i żeby były zdrowe. Więc to, co robi pszczelarz wtedy: pszczelarz dostarcza pszczołom małe dawki syropu cukrowego, żeby stworzyć im ułudę pożytku. Bo to nie jest tak, że matka przestaje, to znaczy matka fizycznie przestaje czerwić, ale to nie ona decyduje. To pszczoły na podstawie informacji zwrotnej ze środowiska albo ograniczają swoją populację, kiedy nie ma pożytku, albo napędzają tą matkę do ciągłego czerwienia. No i my żeby zwiększyć prawdopodobieństwo przeżycia tych rodzin pszczelich, chcemy mieć jak najwięcej tych pszczół zimowych. Dlatego najpierw, pod koniec lata, i wtedy już nie zbieramy miodu, bo to by było zafałszowanie miodu, podkarmiamy te pszczoły, czyli nakłaniamy matkę do większego czerwienia, a przed samą, i to też znowu w książkach przyjmuje się, że do 15 września pszczoły już powinny być przygotowane do zimowli. Zakarmiamy pszczoły na zimę. Czyli albo stosujemy inwert cukrowy, czyli już taką mieszaninę cukrów prostych, żeby pszczoły się nie spracowywały, albo syrop cukrowy w stosunku 3 do 2, dla ciekawskich, z takiego zwykłego cukru, gdzie pszczoły muszą go przerobić, odparować i zabezpieczają. I my to dostarczamy tak, żeby mieć pewność, że pszczoły przeżyją zimę, jaka ona by nie była. Więc to może być od 14 do 16 kilogramów zapasu.
K.G.: To nie jest mniej wartościowy pokarm niż miód?
M.K.: W zależności o co pytasz. Miód z definicji dla pszczół, czy nektar, to jest mieszanina cukrów. Natomiast jeżeli rozmawiamy o pyłku, to jest inna kwestia. Bo nektar, zapas miodu, to jest zapas energii, żeby pszczoły miały co przetwarzać na energię swoich mięśni, żeby ogrzać ten ul w ciągu zimy.
K.G.: Czyli im jest wszystko jedno pod tym względem, czy jedzą miód, czy cukier prosty taki?
M.K.: Tutaj musielibyśmy wchodzić w szczegóły, bo istnieje coś takiego jak HMF. Nie będę teraz kalać u swojego języka i swojej dykcji. Jeżeli podgrzejemy miód albo cukier, to powstaje HMF. To jest substancja toksyczna dla pszczół. Dlatego jak się przygrzeje miód albo przygrzeje się taki syrop cukrowy, to on jest toksyczny dla pszczół. Natomiast jeżeli pszczelarz jest tego wszystkiego świadomy, to powiedziałbym, że w zdecydowanej większości pszczołom jest wszystko jedno, czy one na zimę zapas cukrowy mają z nektaru, czy mają zapas cukru. Inna kwestia to jest, kiedy zaczyna być wychowane nowe pokolenie, bo wtedy nam zależy, żeby był jak najbardziej zróżnicowany pyłek.
K.G.: Jak to jest z wyginaniem pszczół?
M.K.: Wymieraniem?
K.G.: Dziękuję. Pyta Marcin, proszę o twarde dane w tym temacie. Tutaj teraz przechodzimy na koniec do kwestii tego, jak się pszczoły miewają w ogóle i do takiego klimatu, jaki jest wokół pszczoły miodnej szczególnie, czyli żeby ją chronić w różny sposób. No to jak to jest z tym wymieraniem?
M.K.: W ogóle obserwujemy coś, co nazywa się insektokalipsą, czyli wymieranie owadów. Pszczoła miodna jest jednym z owadów, natomiast pszczoła ma sojusznika w postaci człowieka. I to też jest trochę przekleństwo, bo trzeba być szczerym, że wiele presji patogenów jest z powodu globalizacji pszczelarstwa. Więc pszczelarz jest zarówno błogosławieństwem pszczół, jak i przekleństwem, ale staramy się być błogosławieństwem.
K.G.: Proszę wyjaśnij, bo nie rozumiem, to skrót myślowy.
M.K.: Pszczoły obecnie mierzą się z bardzo dużą presją patogenów, które nie są dla nich… Pszczoły nie miały szansy z nimi koewoluować.
K.G.: A skąd te patogeny się biorą? Przez przenoszenie różnych gatunków czy co?
M.K.: Tak, na przykład roztocz, który nazywa się po łacinie Varroa destructor. I to destructor nie jest tam bez powodu. To jest roztocz, który przyszedł z siostrzanego gatunku Apis cerana, czyli pszczoła wschodnia, na naszą pszczołę europejską, i doprowadził do kompletnego zniszczenia. Jeżeli dobrze pamiętam, to do tej pory nie odbudowaliśmy pogłowia pszczelego, które było w Polsce przed przyjściem tego roztocza. A to jest tylko jeden z patogenów. Mamy zgnilec amerykański. Włosi mają teraz problem z żuczkiem ulowym, który zjada wszystko oprócz ramek z ula. Więc to jest… Żeby była jasność: to nie jest tylko kwestia pszczelarstwa. Generalnie globalizacja i to, że zamawiamy sobie coś przez internet z drugiego końca świata i zaraz to mamy, to niesie ze sobą konsekwencje w postaci inwazji patogenów nie tylko dla pszczół, zresztą nie tak dawno mieliśmy pandemię, inwazyjne gatunki zarówno roślin, jak i zwierząt, więc to jest coś, z czym my współcześnie musimy się mierzyć i dlatego Unia Europejska na przykład stawia na ochronę lokalnej bioróżnorodności, bo wiemy jak to jest ważne.
K.G.: No to jak z tym wymieraniem samych pszczół? Mówisz, że jest w ogóle insektokalipsa, tak?
M.K.: Tak i widzimy wszystkie owady. Pszczoły, śmiem twierdzić, z mniejszymi różnymi stratami, pszczoły sobie poradzą, bo mają opiekunów.
K.G.: A jesteś w stanie podać te twarde liczby, o które prosił pan Marcin?
M.K.: Mogę na przykład podać, że były takie badania chyba na motylach w Niemczech, które pokazały, że w ostatniej dekadzie bioróżnorodność spadła bodajże o 30%. Ale trzeba sobie też uświadomić, jakie mamy ograniczenia, jeżeli chodzi o badanie. I w ogóle to, co przeciętny Kowalski, powiedzmy, rozumie jako owady, to niekoniecznie są owady, które są odpowiedzialne za różnorodność owadów. Bo były takie badania przez mojego współpracownika z Niemiec przeprowadzone chyba dwa lata temu. które pokazały, że w ogóle zdecydowana większość bioróżnorodności owadów to jest 9 czy tam 12 taksonów, gdzie to są na przykład Phoridae, czyli takie bardzo małe muszki brązowe, których może jest z czterech specjalistów na świecie, którzy morfologicznie są w stanie rozróżnić.
K.G.: Że wezmą pod lupę i rozróżnią?
M.K.: Tak, bo tak, my widzimy pszczoły, my widzimy motyle, szerszenie, chrząszcze. Prawda? Widzimy to, co jest duże, a jeszcze fajnie, jak jest kolorowe. I one też mają problemy, ale zdecydowana większość owadów, które po pierwsze spełniają rolę w ekosystemie, to są rzeczy, o których na co dzień nie myślimy, a też mierzą się z problemami takimi jak zmiany klimatu, fragmentacja siedlisk, gatunki inwazyjne. Więc generalnie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszystkie owady mają przeskrobane z powodu tego, co współcześnie się dzieje, a pszczoły są jednym z tych elementów. No i tutaj też, żeby mieć czyste sumienie, muszę powiedzieć: pszczoły miodne to jest jedno, ale te pszczoły, które nie mają opieki pszczelarza, to jest zupełnie inny temat. I dlatego też musimy dbać o taką różnorodność. Tu do moich przyjaciół pszczelarzy: może zamiast stawiać ośmiu uli, pięć wystarczy, bo weźmiemy tyle samo miodu, a ta presja na środowisko jest trochę mniejsza.
K.G.: Jak to weźmiecie tyle samo miodu? Z pięciu a z ośmiu?
M.K.: No bo właśnie, co ogranicza zbiór miodu?
K.G.: Że po prostu nie wytworzą tyle tego miodu?
M.K.: Po pierwsze, kondycja rodziny, a po drugie w ogóle to, co jest do zebrania ze środowiska. Jeżeli…
K.G.: Zasoby się nie przełożą.
M.K.: Tak, dokładnie.
K.G.: Okej, rozumiem. Bo ty zajmujesz się w swojej pracy właśnie wpływem na przeżywalność dzikich pszczół miodnych w takim, jak to wyczytałam, gradiencie antropogenicznym. Miasta, tereny rolnicze, lasy i tak dalej, i tak dalej. To gdzie jest najlepiej pszczołom miodnym?
M.K.: To będzie trochę oksymoron znowu, ale powiedziałbym, że najlepiej pszczołom jest w mieście.
K.G.: To dziwne jest.
M.K.: To jest dziwne i to jest kontrintuicyjne, bo jeżeli myślimy o pszczołach, to mamy polską wieś, sielanka, stara lipa na każdym podwórku i wszystko w porządku. No i to jest obraz sprzed stu lat, powiedzmy. Natomiast współcześnie wieś to często… Też w zależności gdzie wieś, bo u nas w Małopolsce jest w miarę spoko. ponieważ to rolnictwo przez historyczne różne powody, ono jest rozdrobnione, więc mamy dużo miedz z chwastami…
K.G.: Jest różnorodnie.
M.K.: Jest różnorodność. Natomiast na północy, gdzie są wielkie hektary na przykład, jak to jest rzepak, to jeszcze spoko, ale jak to jest pszenica czy coś takiego, to jest zupełnie inny temat i w ogóle nie ma drzewostanów i tak dalej. A w mieście?
K.G.: Bo się podejście zmieniło też do tego cięcia wszystkich trawników, więcej jest, nie?
M.K.: Tak, jest dużo więcej. Chociaż to też, i to są super pomysły, u nas w Krakowie przynajmniej tak jest, że jak mamy pas zieleni między torowiskiem, to to jest zamienione na łąkę kwietną. Więc to jest generalnie super inicjatywa.
K.G.: Warszawa też coraz lepiej. Piszcie w komentarzach, jak to wygląda u was w miastach.
M.K.: Mam nadzieję, że w każdym mieście tak jest. A jak nie, to proszę uderzać do włodarzy. Natomiast tak. W mieście nie mamy chemizacji rolnictwa, bo tam nie ma powodu, żeby pryskać na przykład na słodyszka tak, jak się pryska rzepak. Każdy balkon, każdy chce mieć piękny balkon, więc wszystko jest podlane, więc jest bioróżnorodność, wszystko nektaruje, jest cieplej. I to jest dla mnie ciekawe, bo to, co chcę badać. Jednym z problemów, to o czym wcześniej mówiłem, jednym z problemów polskiego pszczelarstwa jest hybrydyzacja. I ja chcę zbadać, jak te dzikie pszczoły bez opieki pszczelarza przeżywają w tym gradiencie, czyli lasy, czyli ich pierwotne miejsce, takie jak Puszcza Augustowska, Puszcza Niepołomicka lub duże zbiorowiska leśne, drugie tereny rolnicze i trzecie miasta, które są wyspą ciepła. Bo może się okazać, że te pszczoły, które mają domieszkę krwi (pszczoły nie mają krwi, więc tutaj proszę nie pisać gniewnych komentarzy, to jest skrót myślowy), czyli jeżeli mają na przykład domieszkę krwi włoskiej, to czy one lepiej przeżywają w mieście, ponieważ jest tam cieplej. Bo te nasze rodzime pszczoły są, w cudzysłowie, „przystosowane” do naszych polskich przysłów. One wiedzą, że kwiecień plecień. One wiedzą, że w marcu jak w garncu. I to też jest problem w pszczelarstwie, bo jeżeli ktoś trzyma zhybrydyzowane pszczoły, które mają tą domieszkę tych pszczół, które są przystosowane do cieplejszych regionów, a zdarza się ostatnio notorycznie, że w styczniu mamy plus 13 stopni, pszczoły się oblatują, czyli robią pierwszą kupę po pół roku, i to jest dla nich sygnał, że można już czerwić, wiosna się zaczęła. A pszczoła, jak pojawi się czerw, to ona będzie ten czerw próbowała ogrzać do 35 stopni, nieważne co.
K.G.: A potem wjeżdża luty.
M.K.: A potem wjeżdża luty i minus 20, amplituda 55 i ten, co się tak napinał, że on na rzepak to będzie miał pszczoły na czterech korpusach, już się później nie chwali, bo się okazuje, że wszystkie pszczoły mu umarły. Natomiast nasze rodzime rasy, one właśnie wiedzą, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. One dopiero po ustabilizowaniu pogody bardzo intensywnie czerwią i bardzo szybko nadrabiają tą różnicę. Oczywiście nie do ekstremów, bo tak jak mówiłem, pszczoła włoska to jest 80 tysięcy robotnic w szczycie, nasze to jest 60 tysięcy. Ale właśnie jesteśmy na tym etapie pszczelarstwa w ogóle, gdzie zysk to nie jest, jeżeli ktoś na to patrzy w ten sposób, że on patrzy na to bardziej ekonomicznie, zysk to nie jest koniecznie to, ile miodu wytworzymy, ale zysk to też jest to, ile my rodzin nie stracimy. Z różnych powodów: patogeny czy właśnie hybrydyzacja.
K.G.: To tak na koniec z twojej perspektywy: jaki sens mają takie hotele dla pszczół, które są popularne w miastach?
M.K.: Mówimy o dzikich zapylaczach. Dobry chwyt PR-owy, zresztą nie będę hipokrytą, w swoim ogrodzie też mam, ale obserwuję to, co widzę. Jeżeli nasze ogrody są zróżnicowane pod względem, szumnie powiem, siedliskowym, czyli jest jakaś gałązka, jest jakiś pieniek, są jakieś kamyczki, jest jakiś skalniaczek. Przy tym mamy dużo różnych roślin i drzew, to dzikie zapylacze sobie poradzą w tym.
K.G.: Czyli nie zaszkodzi, ale nie rewolucjonizuje.
M.K.: Ale skupiałbym się na innych rzeczach.
K.G.: Na czym na przykład?
M.K.: No właśnie na tym, co powiedziałem. Różne gatunki rodzime. Ja na przykład kiedy przeprowadziłem się na wieś, pierwsze, co zrobiłem, to w trawniku, który odziedziczyłem po poprzednim właścicielu, który był pięknym trawniczkiem angielskim, dosiałem koniczynę. I nie pryskam tego niczym, więc co roku mam koniczynę białą, czerwoną.
K.G.: Nie cierpię tych trawników angielskich, muszę przyznać.
M.K.: Znaczy mają swój urok, ale nie spełniają.
K.G.: Na boisku to tak.
M.K.: Tak, na boisku, zresztą też jestem fanem piłki nożnej i tak jak przyjeżdżałem do Warszawy, to się tak… Byłem w sobotę na meczu i musiałem się upewnić, że szalik dobrze schowałem. Ale wracając do tematu. Więc to, co u siebie zrobiłem. Ja na przykład mam wokół swego domu dosyć duży teren, więc tak jak powiedziałem: dosianie tych roślin, które coś dają zapalaczom. I na przykład mam wydzielony u siebie rejon wokół domu, gdzie nie koszę trawy w ogóle. Co powoduje, że na przykład pojawiają się u mnie świetliki. Bo one lubią takie warunki.
K.G.: Bajeczka.
M.K.: Tak, i to jest super to obserwować. I zresztą mam też dziką różę, czyli taką różę, która jest różą, ale produkuje pyłek. No i były różne rozmowy w domu, że weź wytnij tego pachruścia, bo on kwitnie przez dwa tygodnie, a potem jest taki brzydki. Ale jak już kwitnie, to tam jest pełno różnego rodzaju pszczół, nie tylko… Zresztą moje pszczoły z pasieki są niekoniecznie tym zainteresowane, ale jest tam pełno trzmieli, jest tam pełno pszczół samotnic, więc patrzmy na to po prostu.
K.G.: Czyli różnie. Bioróżnorodność to jest takie hasło, którym powinniśmy się kierować.
M.K.: Tak, i to zarówno jeżeli patrzymy na bioróżnorodność, że tak powiem, pożytku, czyli tego, co kwitnie, ale też bioróżnorodność siedliskowa.
K.G.: FREE-B, co to takiego?
M.K.: FREE-B to jest taki grant europejski, który zajmuje się badaniem właśnie dzikich pszczół miodnych. Czyli takie pszczoły, które zasiedlają sobie niekoniecznie barcie, niekoniecznie dziuple, wszędzie, gdzie znajdują odpowiednie miejsce. I tak do tego trafiłem, że mój serdeczny współpracownik Andrzej Oleksa był z ramienia Polski jakby zaangażowany w to. No i jak rozmawialiśmy, to się okazało, że oni mają zbliżone zadania, ja mam zbliżone zadania, w sensie obie strony badają dzikie pszczoły w różnych kontekstach. Więc zamiast ze sobą rywalizować, połączyliśmy siły. Więc to, co teraz robimy w ramach FREE-B i co ja też użyję chętnie w swoim projekcie, to jest to, że chcemy właśnie wiedzieć, gdzie pszczoły dziko żyją. I do tego potrzebujemy coś, co po angielsku nazywa się Citizen Science, czyli zaangażowania społeczności. Więc jeżeli, drodzy słuchacze, chodzicie na spacery, a mam nadzieję, że chodzicie, i patrzycie często w korony drzew, żeby nie powiedzieć w gwiazdy…
K.G.: W smartwatche wszyscy patrzą, ile kroków zrobiono.
M.K.: Smartwatche to co pół godziny proszę patrzeć, bo to tam jeden krok w tą czy w tą nie robi różnicy. Natomiast można znaleźć naszą stronę na Facebooku, Free-B Polska, i to, co nas interesuje, to zgłaszanie właśnie dziko żyjących pszczół. Bo my wtedy możemy pobierać próby z takich rodzin i właśnie badać, jak one przeżywają, czy one przeżywają, dlaczego one przeżywają, czy one mają jakieś ciekawe symbionty, jak wygląda presja patogenów i tak dalej, i tak dalej.
K.G.: Zachęcam. Free-B Polska na Facebooku. Dr Michał Kolasa, dziękuję bardzo.
M.K.: Dziękuję.
Biolog ewolucyjny, pracuje w Instytucie Zootechniki – Państwowym Instytucie Badawczym. Zainteresowania badawcze: systematyka, filogeneza, filogeografia, ekologia molekularna, genetyka populacyjna bezkręgowców, ewolucja adaptacji fizjologicznych, wpływ pokrewieństwa na zachowania altruistyczne w populacji, wpływ mikrobioty na dostosowanie osobnicze, wpływ ocieplenia klimatu na mikrobiom owadów.